Słysząc budzik podniosłam się z łóżka. Wyciągnęła z komody bieliznę, czarne jeansy, białą podkoszulkę i bordowy sweterek. Cichutko otworzyłam drzwi od pokoju, a potem od łazienki, w taki sam sposób je zamykając. Ściągnęłam krótkie spodenki i za dużą koszulkę, które służyły mi za pidżamę i wzięłam krótki prysznic. Po wytarciu ciała, założyłam ubrania i rozczesałam swoje kasztanowe włosy. Mój make-up składał się przeważnie z tylko pomalowanych rzęs, niestety dzisiaj musiałam użyć również fluidu, ponieważ wczoraj ręka ojca nie raz spotkała się z moją twarzą. Gdy nie pił, był na prawdę dobrym ojcem, tylko szkoda, że to było ogromną rzadkością. Na usta wyjątkowo nałożyłam bordową szminkę. Psiknęłam się jeszcze tylko perfumami i gotowa wróciłam do pokoju po plecak. Starałam się wszystko robić jak najciszej, aby nie obudzić ojca. Nałożyłam na nogi czarne trampki i wyszłam. Przed domem jak zawsze czekała na mnie przyjaciółka. Wsiadłam do jej auta i cmoknęłam w policzek.
- Hej, jak się czujesz ? - Isabella zapytała zatroskanym głosem. Była najładniejszą dziewczyną w szkole. Jej blada cera idealnie komponowała się z czarnymi włosami i niebieskimi oczami. Figura dziewczyny prawie niczym nie różniła się od mojej figury. Po prostu miała większe piersi i była wyższa.
- Okej, a ty ? - odpowiedziałam, a Bell popatrzyła na mnie badawczo. Chciała sprawdzić czy mówię prawdę. Nie kłamałam, jeżeli o to chodzi. Jeszcze chwilę mi się przyglądała i chyba natknęła się na mojego ledwo widocznego siniaka, w prawym, górnym rogu czoła. Można to było stwierdzić po tym, jak wykrzywiła twarz.
- Zamierzasz mi o czymś powiedzieć ? - westchnęła. Zmartwienie było widoczne w jej oczach.
- Nie, a co ? - mruknęłam pod nosem. Zamknęła oczy, a przede mną pojawiła się scena z wczoraj, przez co się wzdrygnęłam. - Uczyłam się wczoraj na dzisiejszy sprawdzian i nie zrobiłam nic na kolację, bo wyleciała mi z głowy. Był pijany, więc rzucił mną o schody i okładał pięściami. - wzruszyłam ramionami, tak, jakby w ogóle mnie to nie obchodziło, lecz w rzeczywistości było inaczej. Do oczu napłynęły mi łzy, ale szybko zamrugałam, dzięki czemu zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. Siedziałyśmy w ciszy, krępującej ciszy, ponieważ żadna nie wiedziała co ma powiedzieć. Z racji tego, że byłyśmy już na miejscu, to wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy do swoich szafek. Bella witała się z wszystkimi. Co się dziwić, kapitankę drużyny cheerleaderek znał każdy. Ja szłam tylko obok niej i kiwałam głową, gdy ktoś zwracał się również do mnie.
- Co mamy pierwsze ? - ciszę jako pierwsza przerwała Johnson.
- Geografię. - odpowiedziałam i w złości wywróciłam oczami. Nienawidziłam tego przedmiotu, poza tym za mną siedział Bieber i zawsze starał się jak najbardziej mnie zdenerwować. Wyzwiska, rzucanie karteczkami, no ale da się przyzwyczaić. Wzięłyśmy książki i pokierowałyśmy się do sali. Usiadłyśmy na swoich miejscach, a po długim i głośnym dzwonku przez drzwi weszła pani Thomas, a za nią Justin. Zajął swoje miejsce, a geograficzka zaczęła nowy temat.
- Cześć głupia szmato. - powiedział jakże mój ulubiony kolega (och, proszę, wyczujcie sarkazm), a po jego słowach mogłam się domyślić, że były kierowane do mnie. Zawsze to samo. Czułam jak się uśmiecha, zadowolony z doboru swoich słów. - Nie odpowiesz mi ? Hm ? - zacisnęłam tylko zęby i skupiłam się na lekcji. Nie chcę pozwolić mu na podniesienie mi ciśnienia. Walnął nogą w moje krzesło, a ja zacisnęłam pięści.
- Przysięgam, że jak się nie ogarnie to mu złamię nos. - szepnęłam zdenerwowana do Bell. W odpowiedzi otrzymałam tylko zdziwione spojrzenie. Przewróciłam oczami i przepisywałam notatkę z tablicy do zeszytu. Ciekawe, dlaczego on się tak na mnie uwziął. Nic mu, przecież nie zrobiłam. A może jednak, tylko co ? Jednak pomimo nienawiści jaką go darzyłę nawet nie raz zdarzały się sytuacje, że mu pomogłam. Wdzięczność ludzka mija szybko, no cóż. Gdyby tak na to spojrzeć, to to wydaje się całkiem zabawne. Bo popatrzcie, nigdy nic tej osobie nie zrobiłyście, nie powiedziałyście na nią złego słowa, a ona i tak będzie ci ubliżać. Niestety tak zachowuje się teraz połowa ludzkości. Ale co zrobisz ? Nic nie zrobisz.
- Emms, lekcja się skończyła. - szturchnęła mnie przyjaciółka. Jak widać wyłączyłam się na dobre 30 minut. Spakowałam rzeczy do torby i wyszłam z klasy. Swoje przemyślenia muszę zostawić na potem, ponieważ teraz szykuje jej się lekcja z panem Laytonem. Życzcie mi szczęścia na lekcji matematyki !
- Hej, jak się czujesz ? - Isabella zapytała zatroskanym głosem. Była najładniejszą dziewczyną w szkole. Jej blada cera idealnie komponowała się z czarnymi włosami i niebieskimi oczami. Figura dziewczyny prawie niczym nie różniła się od mojej figury. Po prostu miała większe piersi i była wyższa.
- Okej, a ty ? - odpowiedziałam, a Bell popatrzyła na mnie badawczo. Chciała sprawdzić czy mówię prawdę. Nie kłamałam, jeżeli o to chodzi. Jeszcze chwilę mi się przyglądała i chyba natknęła się na mojego ledwo widocznego siniaka, w prawym, górnym rogu czoła. Można to było stwierdzić po tym, jak wykrzywiła twarz.
- Zamierzasz mi o czymś powiedzieć ? - westchnęła. Zmartwienie było widoczne w jej oczach.
- Nie, a co ? - mruknęłam pod nosem. Zamknęła oczy, a przede mną pojawiła się scena z wczoraj, przez co się wzdrygnęłam. - Uczyłam się wczoraj na dzisiejszy sprawdzian i nie zrobiłam nic na kolację, bo wyleciała mi z głowy. Był pijany, więc rzucił mną o schody i okładał pięściami. - wzruszyłam ramionami, tak, jakby w ogóle mnie to nie obchodziło, lecz w rzeczywistości było inaczej. Do oczu napłynęły mi łzy, ale szybko zamrugałam, dzięki czemu zniknęły tak szybko, jak się pojawiły. Siedziałyśmy w ciszy, krępującej ciszy, ponieważ żadna nie wiedziała co ma powiedzieć. Z racji tego, że byłyśmy już na miejscu, to wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy do swoich szafek. Bella witała się z wszystkimi. Co się dziwić, kapitankę drużyny cheerleaderek znał każdy. Ja szłam tylko obok niej i kiwałam głową, gdy ktoś zwracał się również do mnie.
- Co mamy pierwsze ? - ciszę jako pierwsza przerwała Johnson.
- Geografię. - odpowiedziałam i w złości wywróciłam oczami. Nienawidziłam tego przedmiotu, poza tym za mną siedział Bieber i zawsze starał się jak najbardziej mnie zdenerwować. Wyzwiska, rzucanie karteczkami, no ale da się przyzwyczaić. Wzięłyśmy książki i pokierowałyśmy się do sali. Usiadłyśmy na swoich miejscach, a po długim i głośnym dzwonku przez drzwi weszła pani Thomas, a za nią Justin. Zajął swoje miejsce, a geograficzka zaczęła nowy temat.
- Cześć głupia szmato. - powiedział jakże mój ulubiony kolega (och, proszę, wyczujcie sarkazm), a po jego słowach mogłam się domyślić, że były kierowane do mnie. Zawsze to samo. Czułam jak się uśmiecha, zadowolony z doboru swoich słów. - Nie odpowiesz mi ? Hm ? - zacisnęłam tylko zęby i skupiłam się na lekcji. Nie chcę pozwolić mu na podniesienie mi ciśnienia. Walnął nogą w moje krzesło, a ja zacisnęłam pięści.
- Przysięgam, że jak się nie ogarnie to mu złamię nos. - szepnęłam zdenerwowana do Bell. W odpowiedzi otrzymałam tylko zdziwione spojrzenie. Przewróciłam oczami i przepisywałam notatkę z tablicy do zeszytu. Ciekawe, dlaczego on się tak na mnie uwziął. Nic mu, przecież nie zrobiłam. A może jednak, tylko co ? Jednak pomimo nienawiści jaką go darzyłę nawet nie raz zdarzały się sytuacje, że mu pomogłam. Wdzięczność ludzka mija szybko, no cóż. Gdyby tak na to spojrzeć, to to wydaje się całkiem zabawne. Bo popatrzcie, nigdy nic tej osobie nie zrobiłyście, nie powiedziałyście na nią złego słowa, a ona i tak będzie ci ubliżać. Niestety tak zachowuje się teraz połowa ludzkości. Ale co zrobisz ? Nic nie zrobisz.
- Emms, lekcja się skończyła. - szturchnęła mnie przyjaciółka. Jak widać wyłączyłam się na dobre 30 minut. Spakowałam rzeczy do torby i wyszłam z klasy. Swoje przemyślenia muszę zostawić na potem, ponieważ teraz szykuje jej się lekcja z panem Laytonem. Życzcie mi szczęścia na lekcji matematyki !
***
Właśnie pożegnałam się z Issabellą i pokierowałam się do szkolnej redakcji. Pani Jersey ma podobno dla mnie kolejny temat. Weszłam do sali i usiadłam na jednym z krzeseł czekając na nauczycielkę.
- Dzień dobry. - posłała mi ciepły uśmiech nauczycielka. To była chyba najmilsza kobieta w całej szkole. Zajęła miejsce obok i poprawiła swoje blond włosy. Można było zauważyć w jej piwnych oczach radosne iskierki. Zawsze była taka szczęśliwa. Dziś miała na osobie sukienkę do kolan w morskim kolorze. Wyglądała cudownie. - No więc mam dla ciebie kolejny temat! - powiedziała.
- Jaki ? - popatrzyłam na jej smukłą sylwetkę z zazdrością. Miała wszystko. Zgrabne ciało, ale również świetny tyłek i biust. Tak, nawet dziewczyny zwracają na takie rzeczy uwagę. Nie dlatego, że je to podnieca czy coś, po prostu lubią czasem pozazdrościć.
- Będziesz musiała tym razem, napisać o naszej drużynie koszykówki. Wiesz, jak wyglądają ich treningi, co jedzą, czy mają jakąś dietę, coś o zawodach. - założyła nogę na nogę. - Jestem pewna, że wielu osobą się to przyda, aby w następnym roku zastąpić trzecioklasistów, którzy są w naszej reprezentacji. W poniedziałek, środę i piątek mają treningi od 17:30 do 19, więc proszę abyś w nich uczestniczyła i zebrała potrzebne informacje. Dobrze by było jakbyś również przeprowadziła mały wywiad z kapitanem. Na lanchu również siadaj z nimi, rób zdjęcia, nagrywaj i zadawaj pytania. - Już sobie wyobrażam, ile obelg dostanę od chłopaków. Westchnęłam cicho i kiwnęłam lekko głową.
- Tylko jest jeden problem... Wątpię, aby byli zadowoleni z tego, że to JA - dałam szczególny nacisk na ostatnie słowo. - Będę za nimi chodzić, zadawać pytania, robić zdjęcia i nagrywać. Nie przepadają raczej za mną i moim towarzystwem. - mruknęłam lekko zawstydzona.
- To pozostaw mnie. Porozmawiam z nimi jutro. Przyjdź na boisko o 17:30 i zbierz trochę materiału. Za dwa tygodnie przynieś mi go do sprawdzenia. - nauczycielka posłała swój pocieszający uśmiech i ścisnęła moją rękę, aby dodać trochę otuchy. Odwzajemniłam gest i podziękowałam.
- No, a teraz możesz już iść do domu. Do zobaczenia. - wstała i z gracją wyszła z sali. Jest bardzo wyrozumiałą kobietą. Mój ojciec będzie teraz w pracy, więc muszę napisać mu karteczkę odnośnie wyjścia. Szłam powoli chodnikiem w stronę domu i cieszyłam się słoneczną pogodą. W Phoenix dnie były przeważnie ciepłe, więc szafa każdej osoby składała się w większej części z ubrań letnich. Podwinęłam rękawy sweterka, ponieważ zrobiło mi się gorąco, a wiedziałam, że nie mogę pokazać czegoś więcej przez siniaki. Spojrzałam od niechcenia na czarny, mały zegarek na nadgarstku i stwierdziłam, że muszę się pośpieszyć, ponieważ jest już 15, a mam do ugotowania obiad i posprzątanie całego domu. Poczułam dość silne szarpnięcie za ramię, przez co się odwróciłam, a przede mną stał nikt inny jak Bieber i jego kumple.
- Nie mam czasu na to, aby słuchać wyzwisk kierowanych w moją stronę. Będziesz miał na to okazję na treningu, a teraz mi się śpieszy, więc narazie. - wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w swoją stronę. Byłam dumna z siebie, że w końcu mu się jakoś odgryzłam i zadowolona z tego, że chociaż raz postanowił się tak szybko odczepić. Po 5 minutach byłam w domu, więc ściągnęłam buty i zabrałam się za sprzątanie. W godzinę udało mi się doprowadzić do normalnego stanu całe mieszkanie, razem z moim pokojem. Na obiad postanowiłam zrobić makaron z sosem śmietanowym i pokrojonym w prostokąty kurczakiem. Nałożyłam sobie przygotowany posiłek i usiadłam na brązowej z białymi wzorkami kanapie. Włączyłam MTV i kiwałam stopą do Photograph, Edda Sheerana zajadając się. Miskę po objedzie umyłam i napisałam kartkę do ojca.
Cześć tato,
bardzo Cię przepraszam, ale musiałam pójść na trening
naszej drużyny koszykówki, ponieważ nauczycielka zleciła
mi na tego temat reportaż. Obiad jest ugotowany, a dom posprzątany.
Wrócę po 19.
Całusy, Emma.
Zegarek w kuchni wskazywał godzinę 17:09, więc nałożyłam buty, wzięłam notes i wyszłam z domu. Podejrzewam, że gdybym miała trochę nowszy telefon, to słuchałabym teraz muzyki na słuchawkach, niestety moja 'komórka', że tak to nazwę, nadaje się jedynie do dzwonienia i pisania SMSów. Pokierowałam się na szkolne, odkryte boisko od koszykówki. Zostało jeszcze 10 minut do rozpoczęcia treningu, więc chyba nic się nie stanie jak zagram chwilę, prawda? Weszłam na czerwone podłoże i położyłam zeszyt obok słupka. Wzięłam do ręki jedną pomarańczową piłkę i wykonałam dwutakt. Przedmiot odbił się od czarnego kwadratu na tablicy i wpadł do kosza. Następnie wykonałam parę rzutów z wyznaczonego miejsca na boisku. Uśmiechnęłam się lekko, gdy za każdym razem trafiała. Usłyszałam oklaski i spojrzałam na zadowolonego trenera. Lekko się zaczerwieniłam i podeszłam do niego.
- Dzień dobry. Pani Jersey zleciła mi pracę na temat szkolnej reprezentacji koszykówki. Czy nie będzie to panu przeszkadzać, jeżeli będę przychodziła na treningi, aby zbierać materiał? - zapytałam cicho, ale tak aby usłyszał. Onieśmielał mnie swoim wyglądem. Był dość młody, miał zaledwie 27 lat, więc to nie dziwne, że ulegałam jego urokowi, nieprawdaż ?
- Nie, oczywiście, że nie. Możesz siedzieć na trybunach albo obok mnie, na krzesłach dla sędziów. - powiedział, a ja kiwnęłam głową i ruszyłam na miejsca sędziowskie, zabierając po drodze notes, ponieważ przed nimi stał niewielkich rozmiarów, drewniany stół. Zajęłam jedno z czterech, skórzanych miejsc i patrzyłam, jak powoli chłopcy wchodzą na boisko. Z damskiej szatni właśnie wyszedł Justin razem z Rachel. Widać było po ich wyrazach twarzy i włosach, że właśnie uprawiali seks. Pocałowali się, nie, moment.. Oni wpychali sobie nawzajem języki do buzi. Było to może obrzydliwe, ale zamiast się skrzywić, to wybuchłam głośnym śmiechem, przez co spotkała się ze zdziwionymi wyrazami twarzy koszykarzy. Najwidoczniej nikt mnie nie zauważył i każdy z nich był zaskoczony moją obecnością oraz nie byli z niej zadowoleni. Z rozmów pomiędzy sobą o tym 'co ona tu robi, do cholery?' wyrwał ich dźwięk gwizdka.
- Słuchajcie! Panna Margmer prowadzi pracę do gazetki szkolnej, więc zachowujcie się jak należy! - krzyknął pan Rander, aby każdy go zrozumiał. - A teraz meczyk. Bieber i Shuffly, wybieracie! - zagrali w marynarzyka i pierwszy wybierał Dean.
- Emma - powiedział z zarozumiałym uśmieszkiem. Popatrzyłam na niego pełnym dezaprobaty spojrzeniem i pokręciłam głową. Miałam robić tylko jakiś reportaż, nic więcej. W-f'ista chwilę się zastanawiał. 'Wygląda tak seksownie, gdy stoi w zamyśleniu!' - ta myśl krążyła mi po głowie. Nie oceniajcie mnie za brudne myśli o nauczycielu, ponieważ taka natura !
- Tym razem nie zagra, ale na następnym treningu jak najbardziej, jeżeli ktoś będzie chciał ją w grupie. - mrugnął do mnie, a ja siedziałam w osłupieniu. Nie ma mowy, żebym ćwiczyła razem z nimi! Nawet nie jest ważne to, jak bardzo lubię tą dyscyplinę sportową, po prostu nie. Jeszcze coś zepsuję i będą rzucać się do mnie gorzej niż zazwyczaj. Wywróciłam oczami po raz setny dzisiejszego dnia i przypatrywałam się wyborom drużyn. Zapisywałam informacje w zeszycie, ale nie wszystko, tylko to co najważniejsze, bo mam na to jeszcze 5 treningów. Po wybraniu składów, rozpoczął się mecz. Kapitanowie wymienili między sobą uśmiechy i stanęli do siebie bokiem. Na gwizdek trener wyrzucił piłkę do góry, aby jeden z zawodników wybił ją w stronę swojej drużyny. Musiała przyznać, że wszyscy poruszali się jak zawodowcy. Świetne przejęcia, rzuty. Wszystko było bardzo dopracowane i wyćwiczone. No cóż, nie ma wątpliwości, że Bieber jest najlepszy. Porusza się od nich szybciej i sprawniej oraz trafniej rzuca. Widać, że koszykówka jest jego pasją i sprawia, że staje się szczęśliwy. To jak zatraca się w grze, jak jest idealnie skupiony i wyluzowany, jest wręcz cudowne. Nawet niektórym profesjonalistom brakuje tego, a on, zwykły chłopak, osiągnął ogromy sukces. Może wam tak się nie wydawać, ale to jest cholernie trudne. Zapisałam odczucia na kartce. Na pewno się przydadzą, gdy wszystkie notatki ułożę w całość. Rozbrzmiał krzyk, gdy Jack został sfaulowany i to dość brutalnie. Miejsce w okolicach kostki puchło, a Chazz stał z ogromnym uśmiechem obok niego, najwyraźniej zadowolony z siebie. Podstawił mu haka, gdy tamten biegł z piłką do kosza.
- Ty głupi chuju, zrobiłeś to specjalnie ! - krzyknął na całe boisko Jack.
- Może tak, może nie. - wzruszył ramionami Thommilson. Radość nie schodziła mu z twarzy.
- Uważąjcie na słowa! - odezwał się zdenerwowany w-f'ista. - Ryan, idź po pielęgniarkę. - mruknął, a chłopak kiwnął głową i poszedł we wskazane mu miejsce. Reszta położyła się na ziemi, ponieważ byli już dość zmęczeniu, a ja nie wiedziałam co ma ze sobą zrobić. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 18;25. Trener pomógł wstać Calif'owi i posadził go na trybunach. - Dobra, teraz zróbcie 50 pompek i 100 przysiadów! - wszyscy zaczęli wykonywać polecenie. Mało brakowało do tego, abym się głupio nie uśmiechnęła na widok mięśni Biebera. Ściągnął koszulkę przez co widoczny był jego sześciopak. W czasie wykonywania pierwszego ćwiczenia jego mięśnie naprężały się i były bardzo widoczne. Ledwo powstrzymałam się od przygryzienia wargi. CHWILA MOMENT, MARGMER CO TY WYPRAWIASZ ? Nie mogę patrzeć w ten sposób, na chłopaka, który cały czas mnie wyzywa i wyśmiewa. Może być przystojny, ale jego mózg i kultura są wielkości fistaszka, także nie ma czym się zachwycać. Ale może za tym wielkim ego coś się kryje ? Tego nie wiem i raczej się nie dowiem, no cóż. A jeżeli jego zachowanie jest takie tylko wobec mnie ? Dlaczego tak się zachowuje? Ech, tego też się raczej nie dowiem. Widziałam jak Justin i Butler rozmawiają o czymś, a potem ten drugi wskazał na mnie palcem. Momentalnie odwróciłam wzrok i spaliłam buraka. To nie moja wina, że nie mają koszulek, przez co nie mogę oderwać oczu od ich sylwetek! Znowu zerknęłam w ich stronę. Ryan posłał mi uroczy uśmiech, który odwzajemniłam i znowu poczułam, jak moje policzki robią się gorące. To będzie długa reszta treningu...
- Emma - powiedział z zarozumiałym uśmieszkiem. Popatrzyłam na niego pełnym dezaprobaty spojrzeniem i pokręciłam głową. Miałam robić tylko jakiś reportaż, nic więcej. W-f'ista chwilę się zastanawiał. 'Wygląda tak seksownie, gdy stoi w zamyśleniu!' - ta myśl krążyła mi po głowie. Nie oceniajcie mnie za brudne myśli o nauczycielu, ponieważ taka natura !
- Tym razem nie zagra, ale na następnym treningu jak najbardziej, jeżeli ktoś będzie chciał ją w grupie. - mrugnął do mnie, a ja siedziałam w osłupieniu. Nie ma mowy, żebym ćwiczyła razem z nimi! Nawet nie jest ważne to, jak bardzo lubię tą dyscyplinę sportową, po prostu nie. Jeszcze coś zepsuję i będą rzucać się do mnie gorzej niż zazwyczaj. Wywróciłam oczami po raz setny dzisiejszego dnia i przypatrywałam się wyborom drużyn. Zapisywałam informacje w zeszycie, ale nie wszystko, tylko to co najważniejsze, bo mam na to jeszcze 5 treningów. Po wybraniu składów, rozpoczął się mecz. Kapitanowie wymienili między sobą uśmiechy i stanęli do siebie bokiem. Na gwizdek trener wyrzucił piłkę do góry, aby jeden z zawodników wybił ją w stronę swojej drużyny. Musiała przyznać, że wszyscy poruszali się jak zawodowcy. Świetne przejęcia, rzuty. Wszystko było bardzo dopracowane i wyćwiczone. No cóż, nie ma wątpliwości, że Bieber jest najlepszy. Porusza się od nich szybciej i sprawniej oraz trafniej rzuca. Widać, że koszykówka jest jego pasją i sprawia, że staje się szczęśliwy. To jak zatraca się w grze, jak jest idealnie skupiony i wyluzowany, jest wręcz cudowne. Nawet niektórym profesjonalistom brakuje tego, a on, zwykły chłopak, osiągnął ogromy sukces. Może wam tak się nie wydawać, ale to jest cholernie trudne. Zapisałam odczucia na kartce. Na pewno się przydadzą, gdy wszystkie notatki ułożę w całość. Rozbrzmiał krzyk, gdy Jack został sfaulowany i to dość brutalnie. Miejsce w okolicach kostki puchło, a Chazz stał z ogromnym uśmiechem obok niego, najwyraźniej zadowolony z siebie. Podstawił mu haka, gdy tamten biegł z piłką do kosza.
- Ty głupi chuju, zrobiłeś to specjalnie ! - krzyknął na całe boisko Jack.
- Może tak, może nie. - wzruszył ramionami Thommilson. Radość nie schodziła mu z twarzy.
- Uważąjcie na słowa! - odezwał się zdenerwowany w-f'ista. - Ryan, idź po pielęgniarkę. - mruknął, a chłopak kiwnął głową i poszedł we wskazane mu miejsce. Reszta położyła się na ziemi, ponieważ byli już dość zmęczeniu, a ja nie wiedziałam co ma ze sobą zrobić. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 18;25. Trener pomógł wstać Calif'owi i posadził go na trybunach. - Dobra, teraz zróbcie 50 pompek i 100 przysiadów! - wszyscy zaczęli wykonywać polecenie. Mało brakowało do tego, abym się głupio nie uśmiechnęła na widok mięśni Biebera. Ściągnął koszulkę przez co widoczny był jego sześciopak. W czasie wykonywania pierwszego ćwiczenia jego mięśnie naprężały się i były bardzo widoczne. Ledwo powstrzymałam się od przygryzienia wargi. CHWILA MOMENT, MARGMER CO TY WYPRAWIASZ ? Nie mogę patrzeć w ten sposób, na chłopaka, który cały czas mnie wyzywa i wyśmiewa. Może być przystojny, ale jego mózg i kultura są wielkości fistaszka, także nie ma czym się zachwycać. Ale może za tym wielkim ego coś się kryje ? Tego nie wiem i raczej się nie dowiem, no cóż. A jeżeli jego zachowanie jest takie tylko wobec mnie ? Dlaczego tak się zachowuje? Ech, tego też się raczej nie dowiem. Widziałam jak Justin i Butler rozmawiają o czymś, a potem ten drugi wskazał na mnie palcem. Momentalnie odwróciłam wzrok i spaliłam buraka. To nie moja wina, że nie mają koszulek, przez co nie mogę oderwać oczu od ich sylwetek! Znowu zerknęłam w ich stronę. Ryan posłał mi uroczy uśmiech, który odwzajemniłam i znowu poczułam, jak moje policzki robią się gorące. To będzie długa reszta treningu...
***
Hej, hej!
Jak wam się podoba pierwszy rozdział?
Uwierzcie mi, że kolejny będzie o wiele ciekawszy.
Ten opierał się na takim małym wprowadzeniu w ich życie.
Mam nadzieję, że będziecie komentować moją pracę i,że trochę was tu będzie!
sorry, że tak jakoś nie w porę ale dopiero co znalazłam twój blog no i mi się mega spodobał a jak zobaczyłam 1 rozdział dodany 27.12.2015!! to stwierdziłam że napisze i może jeszcze nie jest za późno żebyś dodała jakieś rozdziały , bo uwierz mi nie mogę się doczekać co będzie dalej, a masz talent do pisania dziewczyno!!!
OdpowiedzUsuń