- Żartujesz?! Oni muszą mieć idealnie wyrzeźbione ciała. - tak właśnie wyglądała nasza rozmowa, no i w sumie 3/4 nastolatek.
- Uwierz mi, że mają! Mogę ich nie lubić, a nawet nienawidzić, ale ich sylwetki i poruszanie się podczas gry to jakaś perfekcja. - mruknęłam. Może nie wyglądają jak jacyś bogowie seksu, ale są przystojni i umięśnieni.
- Na następny trening idę z tobą i nie przyjmuję odmowy. - pokazała mi rząd swoich idealnie prostych oraz białych zębów.
- Dobra, zapewne na twój widok będą bardziej zadowoleni. - uśmiechnęłam się. - Jak zobaczyłam Justina i Rachel wychodzących z szatni dla dziewczyn, to pomimo tego, że sytuacja była dość obrzydliwa, to zaczęłam się śmiać, dzięki czemu wszyscy mnie zauważyli. Ich miny na mój widok były przekomiczne. Byli bardzo zaskoczeni,a potem rozpoczęły się rozmowy pod tytułem: 'co ona tu do cholery robi?'.
- Kontynuuj. - powiedziała wyraźnie zainteresowana.
- No, więc trener ich uciszył i Dean z przygłupem musieli wybierać składy. Shuffly chciał mnie do składu, a wf-ista mu na to, że następnym razem! Czy ty to rozumiesz ? Ja mam tylko projekt robić! Dobra, nie odbiegajmy od tematu. - westchnęłam. - Zaczęli grać, a potem Chazz sfaulował jednego z chłopaków i musieli pójść po pielęgniarkę. Robili przez ten czas pompki i przysiady. Bieber z Butlerem ściągnęli koszulki, a resztę znasz. - powiedziałam ostatnie zdanie na jednym wdechu.
- Okej, więc teraz naprawdę obiecuję ci, że nie wymigasz się od tego, abym poszła z tobą na trening. - posłała mi chytry uśmieszek. W końcu byłyśmy pod szkołą, więc wysiadłyśmy z auta i ruszyłyśmy w kierunku piekła. Poranek jak każdy inny. Stanęłyśmy przed szafkami i wyciągnęłyśmy z nich potrzebne rzeczy. Drogę sali biologicznej pokonałyśmy, rozmawiając na błahe tematy. Jeszcze dwie lekcje i będę musiała siedzieć na stołówce z wrogiem.
- Dobra, zapewne na twój widok będą bardziej zadowoleni. - uśmiechnęłam się. - Jak zobaczyłam Justina i Rachel wychodzących z szatni dla dziewczyn, to pomimo tego, że sytuacja była dość obrzydliwa, to zaczęłam się śmiać, dzięki czemu wszyscy mnie zauważyli. Ich miny na mój widok były przekomiczne. Byli bardzo zaskoczeni,a potem rozpoczęły się rozmowy pod tytułem: 'co ona tu do cholery robi?'.
- Kontynuuj. - powiedziała wyraźnie zainteresowana.
- No, więc trener ich uciszył i Dean z przygłupem musieli wybierać składy. Shuffly chciał mnie do składu, a wf-ista mu na to, że następnym razem! Czy ty to rozumiesz ? Ja mam tylko projekt robić! Dobra, nie odbiegajmy od tematu. - westchnęłam. - Zaczęli grać, a potem Chazz sfaulował jednego z chłopaków i musieli pójść po pielęgniarkę. Robili przez ten czas pompki i przysiady. Bieber z Butlerem ściągnęli koszulki, a resztę znasz. - powiedziałam ostatnie zdanie na jednym wdechu.
- Okej, więc teraz naprawdę obiecuję ci, że nie wymigasz się od tego, abym poszła z tobą na trening. - posłała mi chytry uśmieszek. W końcu byłyśmy pod szkołą, więc wysiadłyśmy z auta i ruszyłyśmy w kierunku piekła. Poranek jak każdy inny. Stanęłyśmy przed szafkami i wyciągnęłyśmy z nich potrzebne rzeczy. Drogę sali biologicznej pokonałyśmy, rozmawiając na błahe tematy. Jeszcze dwie lekcje i będę musiała siedzieć na stołówce z wrogiem.
~~~
- Usiądź tam ze mną. - powiedziałam wręcz błagalnym tonem.
- Nie ma problemu. Dla mnie to nawet przyjemność.
- Nie dobijaj mnie. - mruknęłam pod nosem i zwiększyłam uścisk na aparacie, uważając, aby go nie uszkodzić. Zaczęłam zastanawiać się nad pytaniami, które zadam chłopakom. To było trudniejsze, niż myślałam. Weszłyśmy do stołówki i podeszłyśmy po tace z jedzeniem.
- A jak nie będą chcieli odpowiadać na pytania? - prychnęłam. Wiedziałam, że są do tego zdolni, szczególnie Justin.
- To wtedy będziemy się martwić. - odpowiedziała i pociągnęła mnie za rękę w stronę ich stolika. Gdy stałyśmy obok nich, to w końcu się odezwałam:
- Słuchajcie, nie mam naprawdę ochoty przebywania w waszym towarzystwie, ale muszę zrobić projekt. Jestem zmuszona z wami siedzieć, robić zdjęcia, kręcić i tak dalej, także po prostu współpracujcie. - jęknęli zirytowani, lecz zrobili nam miejsce. Usiadłam pomiędzy Ryan'em i Bellą. Włączyłam kamerę i nakierowałam w swoją stronę.
- A jak nie będą chcieli odpowiadać na pytania? - prychnęłam. Wiedziałam, że są do tego zdolni, szczególnie Justin.
- To wtedy będziemy się martwić. - odpowiedziała i pociągnęła mnie za rękę w stronę ich stolika. Gdy stałyśmy obok nich, to w końcu się odezwałam:
- Słuchajcie, nie mam naprawdę ochoty przebywania w waszym towarzystwie, ale muszę zrobić projekt. Jestem zmuszona z wami siedzieć, robić zdjęcia, kręcić i tak dalej, także po prostu współpracujcie. - jęknęli zirytowani, lecz zrobili nam miejsce. Usiadłam pomiędzy Ryan'em i Bellą. Włączyłam kamerę i nakierowałam w swoją stronę.
- No więc poruszymy teraz temat odżywiania i ćwiczeń. - powiedziałam do obiektywu. - Do rozbudowania mięśni trzeba stosować jakąś dietę czy starczają ćwiczenia? - zapytałam Dean'a.
- Zdrowe odżywianie się to podstawa. Osobiście polecam również białko przed treningiem i węglowodan po, wtedy szybciej umięśnimy ciało. - uśmiechnął się leciutko do urządzenia.
- Jakie ćwiczenia stosujecie? - tym razem skierowałam pytanie do Justin'a.
- Pompki, przysiady, przysiady z ciężarami, podnoszenie ciężarów i jeszcze inne, ale na siłowni.
- Czy pomimo diety jecie fastfood'y ?
- To normalne, że raz na jakiś czas ma się większą ochotę na coś słodkiego czy
pizze, więc nie widzę przeciwwskazań, aby czasem zjeść coś niezdrowego. - odpowiedział, a ja ugryzłam jabłko, które miałam na tacy.
- Jak udaje wam się pogodzić treningi i naukę ? - zadałam pytanie Ryan'owi.
- Przede wszystkim systematyczne powtarzanie z lekcji na lekcje. Na początku może to jest trudne, ale da się przyzwyczaić.
- Macie jakieś motywacje ?
- Cheerleaderki. - powiedzieli wszyscy razem i uśmiechnęli się głupkowato do Isabell'y, której policzki przybrały kolor różu. Wyobraziłam sobie o czym myślą w tej chwili, przez co się skrzywiłam.
- Jesteście obrzydliwi. - jęknęłam.
- Myślałem, że seksowni. - wydął wargę Chaz.
- No cóż, jednak nie.
- Twoja mina na treningu mówiła coś innego. - Ryan posłał mi zadziorny uśmiech.
- Och zamknij się. - spaliłam buraka i uderzyłam go żartobliwie w ramię.
- Ja tylko mówię, co widziałem. - zachichotał.
- Tak poza tym to wcale tak nie było! Ja podziwiałam tylko widoki za wami! - wypowiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl.
- Tak sobie wmawiaj. - znowu ten perfekcyjny uśmiech. Roztrzepał moje włosy, co podniosło mi ciśnienie.
- Ej! Ich nie dotykaj! - odsunęłam się na największą możliwą odległość. On tylko się do mnie przesunął i znowu mi je roztrzepał. - Pożałujesz! - zagroziłam i wskazałam na niego palcem. Wiedziałam od Is, że ma gilgotki, więc zaczęłam poruszać palcami po jego żebrach. Wierzgał się na wszystkie możliwe strony, a ja zaczęłam
się śmiać. Złap moje ręce i patrzył na mnie groźnie. Wybuchłam większym śmiechem na widok jego czerwonej buzi. - Wyglądasz jak burak. - pokazałam mu język i zajęłam się jedzeniem. Z mojej tacy magicznie zniknęły frytki, a widząc szczęśliwe iskierki w oczach Chaz'a to wiedziałam, że to jego sprawka.
- Thommilson, gdzie moje frytki? - popatrzyłam na niego spod przymrużonych powiek.
- Hm.. Zniknęły. - zaśmiał się. - O tutaj można ich szukać..- wskazał ręką swój brzuch.
- Żarłok.
- Och, nie denerwuj się shawyty. - puścił
mi oczko. Shawyty. Nate tak do mnie mówił. Nate.. Mój Nate. Wstałam gwałtownie od stołu, gdy poczułam, jak w oczach zebrały mi się łzy. Czemu to tak boli? Wyszłam pospiesznie ze stołówki i szkoły. Osunęłam się po bocznej ścianie budynku i schowałam twarz w dłonie. No tak, wy nic nie wiecie. Nate to mój przyjaciel. Popełnił samobójstwo. Zostawił mnie samą. Nie liczył się ze mną i z moimi uczuciami. Był tchórzem, cholernym tchórzem, którego i tak kocham. Był najlepszym co mnie w życiu spotkało i nigdy go nie zapomnę. Przed nim pierwszym się otworzyłam. To on mnie bronił, a teraz robi to Bella. Jestem jest wdzięczna za to, że podniosła mnie z dna. Pochłonęła mnie szara rzeczywistość, a ona przyszła z pomocą. Nie dawałam sobie bez niego rady... Był kimś, kto trzymał mnie przy życiu. Po jego śmierci nie miałam nikogo. Bronił mnie przed ojcem, a teraz? Teraz przyjmuję wszystkie ciosy. Łudzę się, że on się zmieni. Liczę na lepsze jutro od długiego czasu, a ono nigdy nie przyszło. Nadal marzę, ale jaki byłby człowiek bez marzeń? Byłby bez uczuć, a ja tłumię w sobie całą ich masę. Może to głupie, ale nie chcę mówić o pewnych rzeczach. Podejrzewam, że one nigdy nie wyjdą na wierzch. Nie mogę lecieć z każdym problemem do przyjaciółki, ponieważ ona nie będzie mi na każdym kroku doradzać. Trzeba być również samodzielnym, a nie polegać tylko na innych . Tak zawsze powtarzał mi Nate. Był bardzo mądry, niestety jego samobójstwo tego nie pokazało.
***
Z racji tego, że miałam dziś czas do 19:30, postanowiłam pouczyć się w bibliotece szkolnej. Powtórzyłam sobie ostatnie zdanie z historii i spojrzałam na zegarek. Wskazywał 20:03. Mam przechlapane. Schowałam pośpiesznie książki do plecaka i założyłam kurtkę. Biegłam do domu najszybciej jak potrafiłam. Napewno jest wściekły. Weszłam przez drzwi, a do moich nozdrzy natychmiastowo wpadł zapach alkoholu. Miałam ochotę się wycofać, ale to by tylko pogorszyły sytuację. Ściągnęłam, to co musiałam i szłam powoli do schodów. Czułam się jak w scenie z horroru i po części tak było.
- Widzę, że wreszcie raczyłaś się pojawić. - mruknął oschle. Po policzkach płynęły mi łzy, bo wiedziałamcco się szykuje. Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Spokojnie, teraz dam ci większy powód do płaczu. - odrzekł i z ostatnimi słowami popchnął mnie mocno, tak, że odrzuciło mnie do tyłu. - Zgotuje ci piekło. - uśmiechnął się do siebie. Usiadł na mnie okrakiem i uderzył pięć razy z pięści w twarz. Po mojej twarzy płynęło więcej łez, a on pociągnął mnie za włosy. Nie mam po co się bronić, bo i tak jestem na przegranej pozycji. Pierwszy raz przycisnął palce do mojej szyi. Będą ślady, ale czy to jest ważne jeżeli teraz zginę? Ani trochę. Zacisnął bardziej uścisk, a ja próbowałam złapać oddech ostatkami sił. Wierzgałam się, ale to nic nie dawało. Najwidoczniej to mój koniec.
Powoli trafiłam kontakt, a on niespodziewanie mnie puścił. - Głupia szmata. - powiedział i kopnął mnie dwa razy w brzuch. Ubrał kurtkę i buty, i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Wybuchłam jeszcze większym płaczem. Leżałam, aż poczułam trochę sił. Wstałam z zimnej podłogi i momentalnie zakręciło mi się w głowie. Przytrzymałam się ściany i biorąc telefon stacjonarny, wybrałam znany mi na pamięć numer.
Jeden sygnał.
Drugi sygnał.
Trzeci sygnał.
Wreszcie odebrała komórkę i wypowiedziała ciche 'halo'.
- Przyjedź proszę. - wyszeptałam, dławiąc się łzami.
- Co się stało do cholery ?! - wykrzyczała przerażona.
- Po prostu przyjedź. - wychlipiałam ostatkami sił i się rozłączyłam. Nie mogłam o tym teraz mówić. Zsunęłam się po lodówce i przyciągnęłam kolana do klatki piersiowej. Spod moich powiek cały czas wydostawała się słona ciecz. Najbardziej boli, gdy osoba, którą kochasz sprawi ci krzywdę. To jest najgorsze, a ja najzwyczajniej w świecie nie mam już siły na to wszystko. To trwa 10 lat od śmierci mamy. Obwinia mnie o to, czuję to. Jechała wtedy dla mnie po prezent urodzinowy i uderzyło w nią auto z ogromną siłą. Zginęła na miejscu. Przez moje głupie urodziny, czyli po części przeze mnie. Gdybym się nie urodziła, to ona by żyła. Gdybym się nie urodziła ojciec byłby inny. Zniszczyłam wszystko. Jestem gównem. Wstałam i stawiałam powoli kroki, ponieważ chciałam iść do salonu, aby usiąść na kanapię, niestety zakręciło mi się znowu w głowie, przez co upadłam. Oparłam się o ścianę i czekałam. Jak na zawołanie usłyszałam podjeżdżające auto i trzask drzwiczkami. Pukanie rozległo się po domu. Chyba wiedziała, że to głupi pomysł i po prostu weszła do mojego mieszkania.
- Jezu, Emm! Co się stało? - popatrzyła na mnie smutnymi oczami. Pokręciłam tylko głową na znak, że na razie nic nie powiem. - Nie zostaniesz tu, przynajmniej dziś. - powiedziała stanowczym i zmartwiony głosem. - Zabieram cie do siebie. Chodź, pomogę ci. - podtrzymywała moje trzęsące się ciało i prowadziła do auta. Zapiełam pas,
a ona odpaliła samochód i wrzuciła pierwszy bieg. Siedziałyśmy w ciszy, pogrążone we własnych myślach. Sytuacja była trudna dla nas obu. Wiedziałam, że martwi się jak cholera, ale nie byłam zdolna psychicznie, aby opowiedzieć jej teraz o tym. Zatrzymałyśmy się przed domem Bell. Znowu pomogła mi z pokonaniem dystansu. Otworzyła drzwi kluczami i powoli weszłyśmy po schodach na górę, a następnie do jej pokoju. Był duży z różowymi ścianami, białymi meblami i ogromnym łóżkiem. Przytuliłam się do właścicielki pomieszczenia. Byłam jej wdzięczna za to, że przyjechała.
- Połóż się, a ja naleję ci wody do wanny. - westchnęła. Wykonałam jej polecenie i zamknęłam oczy. Byłam zmęczona, brudna i smutna. Dźwięk lejącej się wody odprężył mnie trochę. Trudno mi czasem poradzić sobie z emocjami, a szczególnie z żalem do ojca. Jestem jego córką, a on podnosi na mnie rękę. Nie należy mi się, bo nie prosiłam o ten prezent. Wystarczyłaby mi jej miłość. Nie potrzebowałam nic więcej. - Okej, wszystko gotowe. Rzeczy masz na pralce, kochanie. - pogładziła mnie po plecach uspokajająco.
- Dziękuję za wszystko. - szepnęłam i udałam się do łazienki. Ściągnęłam z siebie wszystkie ubrania i weszłam do ciepłej wody, pachnącej czekoladą dzięki wlanemu płynowi. Rozluźniła moje spięte mięśnie i wyciszyła. Właśnie tego było mi potrzeba. Spokoju i zapomnienia, które kiedyś otrzymam w większym stopniu. No przynajmniej mam taką nadzieję.
***
Hej, hej, hej ! :)
Jak wam się podoba ?
Z tego co widzę Chaz i Ryan dobrze dogadują się z Emmą!
Ja jestem bardzo rozczarowana zachowaniem ojca głównej bohaterki, ale za to Isabella jest bardzo wyrozumiała.
Liczę na jakieś komentarze !
(rozdział 1 został troszkę edytowany, także zajrzyjcie !)
Spoko :) podoba mi się Powodzenia z następnym :* Czekam
OdpowiedzUsuńTo bardzo miłe, dziękuję xxx
Usuńuupsss jednak dodałaś ,haha , mogłam przejść troszkę dalej a bym zobaczyła sorry za zamieszanie ale patrzyłam na spis treści i tam jest dodany tylko 1 rozdział , ale mi głupio , ciamajda ze mnie no ale nic nadal uważam że spoko piszesz , haha następnym razem będę bardziej uważna :)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, totalnie wyszło mi z głowy dodanie do zakładki ! Z rozdziałem 4 od razu to zrobię :)
Usuń