- Um.. Hej, Ryan ? - mruknęłam niepewnie.
- Słuchaj, bo w piątek robię imprezę, może wpadniesz? - zapytał, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów. Ja i impreza? No dobra, może czas w końcu być bardziej towarzyska.
- Jasne, o której?
- Wszystko zaczyna się o 20, ale wpadnij o 21, bo wtedy jest ciekawiej. - kolejny uśmiech.
- Okej. - odwzajemniłam gest.
- To do potem.
- No narazie. - odpowiedziałam i przyśpieszyłam tempa. Starałam się oddychać miarowo, aby się szybciej nie zmęczyć. Okej, pierwsze okrążenie za mną, a teraz ważne, aby biec tak szybko, jak teraz. Oczyściłam całkowicie swój umysł i skupiłam się na przemierzanym torze. Wdech, wydech, wdech, wydech. Odczułam palący ból w udach, lecz zignorowałam to. Liczyłam się ja i pare metrów do mety. Byłam pierwsza. W sumie to żadna nowość.
- Margmer.
- Tak proszę pana ?
- Jeżeli nie pojedziesz na następne zawody, to obiecuję, że własnoręcznie oderwie ci dwie nogi. - powiedział władczym tonem wf-ista, a potem się zaśmiał.
- To nie zależy ode mnie. - westchnęłam.
- Wiem, dlatego na następnym pozwoleniu napiszę ci, że są obowiązkowe.
- Dziękuję. - odpowiedziałam pełnym wdzięczności głosem.
- Nie ma za co. - puścił mi oczko. Nie, wcale się nie rozpłynęłam, wcale, a wcale. No dobra, może trochę. Podeszłam do Isabelly i zaczęłam się rozciągać.
- O czym rozmawiałaś z Ryanem ? - pisnęła.
- O imprezie. - wzruszyłam ramionami.
- Jeżeli nie pó..
- Zgodziłam się. - wcięłam jej się w zdanie i wywróciłam oczami.
- O boże ! No w końcu! - mruknęła zadowolona.
- Jeżeli będziesz się tak zachowywać to nie pójdę, przysięgam.
- Dobra, zamykam się. - z zadowolonym uśmiechem udała, że zasuwa buzie. Po chwili ją rozsunęła i dodała. - Poza tym wypnij się bardziej, bo mają trochę mało widoków, ale i tak są zadowoleni. - zaśmiała się i ponownie zasunęła usta, a ja właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że stoję do wszystkich tyłem i rozciągam się, wypinając pupę. Jezu, daj mi siłę.
- Nienawidzę cię. - walnęłam ją w udo i odwróciłam przodem do boiska. Wzrok większości faktycznie był na mnie, ale udałam, że tego nie widzę i wróciłam do gromadki ludzi.
- Okej dzieci, z racji tego, że wszyscy skończyli już biegać i się rozciągać - z ostatnim słowem popatrzył na mnie. - to zagramy w siatkę. Justin, Chaz, Emma, Jackson, Madison, John, Rebecca, Mike, Cole, Stephanie jeden skład, a reszta drugi. - no to zapowiada się fajny mecz. Ustawiłam się na pozycji serwującej i strzeliłam palcami. - Wasza piłka. - kiwnął na nas głową trener i podał mi piłkę.
- Nie spieprz tego Margmer. - syknął Bieber. Podrzuciłam okrągły przedmiot i wykonałam serw najlepiej jak potrafiłam. Zdobyłam punkt, ponieważ nikt nawet jej nie odbił. Uśmiechnęłam się triumfalnie i wykonałam kolejny rzut. Tym razem Allison odebrała, a pan zadufany w sobie nie przebił jej.
- Nie spieprz meczu Bieber. - naśladowałam ton Justina, a on posłał mi mordercze spojrzenie. Boże, to taki niedojrzały i denerwujący dzieciak. Najchętniej bym go rozszarpała tu i teraz. Działa mi tak strasznie na nerwy, że to wręcz niepokojące, poważnie. Chyba jeszcze nikt nie podnosił mi tak bardzo ciśnienia poprzez bycie w moim pobliżu, a co dopiero, gdy się odezwie. Okej Emm, policz do dziesięciu. Od razu lepiej. Przyjęłam serw Dereka, podałam do Jacksona, on mi wystawił, a ja wykonałam perfekcyjną, a przynajmniej dla mnie perfekcyjną ścinę, a dzięki niej kolejny punkt. Najważniejsze jest skupienie na piłce, obserwowanie każdego ruchu osoby, która ją posiada, pamiętajcie.
~~~
- Jaki film oglądamy ? - zapytała Bell.
- Co powiesz na ''Love, Rosie.'' ?
- Znowu będę ryczeć ?
- Może. - posłałam jej rozbawione spojrzenie i włączyłam film. Po 10 minutach nie obyło się bez pytań przyjaciółki.
- Widziałaś go już kiedyś ?
- Yhym. - mruknęłam i ponownie wlepiłam wzrok w monitor.
- O czym to jest ?
- Jezu, zamknij się i oglądaj, a się dowiesz. - odpowiedziałam zirytowana.
- Dobra, nie denerwuj się.
Chciałabym być na miejscu Rosie. Pomimo wielu perypetii w końcu była z Alexem, miłością swojego życia. Czy to nie piękne ? Wybrali niewłaściwe osoby, byli z nimi przez pewien czas i dopiero, gdy widzieli przyjaciela z innym, byli zazdrośni. Ślub, planowana przyszłość, wszystko ciągle z niewłaściwą osobą. W końcu się odnaleźli, wyznali uczucia. Znaleźli przeznaczoną im osobę. Nigdy by nie pomyśleli o takim obrocie spraw, a jednak to się stało. Miejsce przyjaźni zastąpiła miłość. Coś cudownego i nieodwracalnego. Zawsze wierzyłam, że do końca życia kocha się pierwszego partnera. Ten związek pozostaje w naszych głowach, ponieważ to człowiek, który dał nam szczęście jako pierwszy. Nikt przed nim nie sprawił, że czuliśmy się świetnie i to czyni go wyjątkowym. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 21. Za 30 minut miałam być w domu. Westchnęłam cicho i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Muszę iść.
- Odwiozę cię. - powiedziała. Miała już wstawać, lecz powstrzymałam ją dłonią.
- Przyda mi się spacer. - uśmiechnęłam się słabo.
- Może jednak? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Nie. - odpowiedziałam twardo.
- No dobra. - odrzekła zrezygnowana. - Przynajmniej odprowadzę cię do drzwi. - kiwnęłam potwierdzająco głową. Zeszłyśmy na dół. Przy drzwiach ubrałam buty i przytuliłam się z przyjaciółką.
- Do jutra. - z tymi słowami wyszłam. Zapowiadało się na deszcz, ale mam nadzieję, że zdążę dojść do domu. Szłam powoli chodnikiem zatracając się w swoich myślach. Poczułam krople na rękach, a na betonie było widać ciemne wzory. Przyśpieszyłam kroku, gdy deszcz był coraz mocniejszy.
- Cholera. - mruknęłam cicho. Stanęłam jak wryta widząc przede mną raczej nieprzyjaźnie nastawionego kundla. Co chwilę warczał, a jego wściekły wzrok wypalał we mnie dziury. - Dobry piesek. Stój grzecznie. - szepnęłam i zacisnęłam ręce. Zaczęłam się powoli wycofywać, a następnie rzuciłam się biegiem. Zwierze cały czas mnie goniło. Starałam się go zgubić, lecz wychodziło mi to na marne. Nie rozglądając się przebiegłam przez ulicę. Światło poraziło mnie w oczy i usłyszałam pisk opon. Boże drogi, prawie wpadłam pod auto! Kundel najwyraźniej uciekł, ponieważ nigdzie nie mogłam go dostrzec. Spojrzałam na kierowce, a serce momentalnie podeszło mi do gardła. Mina Biebera nie mówiła nic dobrego. Wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Jego twarz była cała czerwona od złości.
- Co ty robisz do cholery ?! Chciałaś żebym cię zabił ?! Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie, że aż tak ! - wykrzyknął.
- Uciekałam przed psem ! - wyrzuciłam ręce w powietrze, a on prychnął pod nosem.
- To gratuluję, bo prawie wpadłaś mi pod auto ! - zawarczał.
- Przepraszam ? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Ja pierdolę, następnym razem myśl co robisz. - syknął.
- Pff. - tym razem ja prychnęłam i podążyłam w kierunku mojego domu. Deszcz nadal padał tyle że ze zdwojoną siłą. Robiło mi się zimno. Mogłam wziąć kurtkę albo chociaż parasol. Skarciłam się w myślach za nieprzemyślenie sytuacji. Obok mnie zatrzymał się samochód. Wyglądał dość znajomo. Właściciel uchylił szybę od strony pasażera, a mi znowu przewróciło się w żołądku.
- Słuchaj, jest burza, a moja dobra strona raczej nie chce żeby pieprznął cię pierun, więc podwieźć cię ? - ON proponuje mi pomoc ? Zadziwiające.
- Wow, normalnie aż mi słów zabrakło.
- Wsiadasz czy nie ? Krótka piłka. - warknął. Włącza się stary Justin.
- Wsiadam. - westchnęłam i otworzyłam drzwi, a następnie zajęłam miejsce. - Wiesz, że będziesz miał całe mokre siedzenie ?
- Nie. Wkurwiaj. Mnie. - syknął. - Gdzie mieszkasz ?
- North Blue Ridge Drive 9810. - odpowiedziałam. Zapięłam pas, a dłonie położyłam na kolanach. Nuciłam cichutko 'Betrayal' Laury Welsh, a kierowca niespodziewanie zmienił stacje. Teraz w głośnikach rozbrzmiewał Eminem. Lubiłam tą piosenkę i znałam ją na pamięć, więc rapowałam razem z nim. - Mogę ci zadać jedno pytanie ?
- Jeżeli musisz.
- Nie muszę, ale i tak to zrobię. - wzięłam głęboki oddech. - Dlaczego mnie nie lubisz ? Wiesz, po prostu nigdy nic ci nie zrobiłam, a ty zwracasz się do mnie bez szacunku. - mruknęłam.
- Cholernie mnie irytujesz. - zacisnął szczękę.
- Nie wiedziałam, że przez to, że ktoś kogoś irytuje to gnoi się go przez całe życie. - posłałam mu fałszywy uśmiech.
- Taki już jestem. - wzruszył ramionami.
- Czyli jaki ? - zadałam kolejne pytanie.
- Groźni, wredny.
- Nie prawda. Jesteś chamskim, zadufanym w sobie frajerem, który nie ma co zrobić ze swoim życiem, więc uprzykrza je ludziom, którzy cię otaczają. Nie liczysz się ze zdaniem innych, ponieważ to niby zawsze ty masz racje. Nie wiem tylko dlaczego tak bardzo ci się to podoba. Taką ogromną radość sprawia ci tworzenie innym piekła w szkole pomimo tego, że mają je w domu? Nigdy tego nie pojmę. - powiedziałam, a następnie szybko tego pożałowałam. Niestety za późno zrozumiałam sens swoich słów.
- Co masz na myśli mówiąc 'tworzenie innym piekła w szkole, pomimo tego, że mają je w domu'?
- Nic.
- Powiedz mi do cholery ! - warknął.
- Powiedziałam, że nic.
- Nie wypuszczę cię, dopóki mi nie powiesz. - zatrzymał się na chodniku i zamknął auto.
- Może po prostu inni nie mają tak kolorowo jak ty, hm ? Może nie każdy ma wymarzonego rodzica, nie każdy sra pieniędzmi ? Zastanów się najpierw zanim kogoś obrazisz,czy nie sprawiasz mu jeszcze więcej krzywdy. Tyle.
- Mówisz o sobie ? Wiesz, sytuacja rodzinna.
- Nie. - skłamałam. To nie jego interes, więc miałam prawo. To moja sprawa, a nie jego. A co jeśli to by mi pomogło ? Zaśmiałam się w myślach, ponieważ Bieber nie zrobi nic żeby było mi lepiej.
- Co powiesz na ''Love, Rosie.'' ?
- Znowu będę ryczeć ?
- Może. - posłałam jej rozbawione spojrzenie i włączyłam film. Po 10 minutach nie obyło się bez pytań przyjaciółki.
- Widziałaś go już kiedyś ?
- Yhym. - mruknęłam i ponownie wlepiłam wzrok w monitor.
- O czym to jest ?
- Jezu, zamknij się i oglądaj, a się dowiesz. - odpowiedziałam zirytowana.
- Dobra, nie denerwuj się.
Chciałabym być na miejscu Rosie. Pomimo wielu perypetii w końcu była z Alexem, miłością swojego życia. Czy to nie piękne ? Wybrali niewłaściwe osoby, byli z nimi przez pewien czas i dopiero, gdy widzieli przyjaciela z innym, byli zazdrośni. Ślub, planowana przyszłość, wszystko ciągle z niewłaściwą osobą. W końcu się odnaleźli, wyznali uczucia. Znaleźli przeznaczoną im osobę. Nigdy by nie pomyśleli o takim obrocie spraw, a jednak to się stało. Miejsce przyjaźni zastąpiła miłość. Coś cudownego i nieodwracalnego. Zawsze wierzyłam, że do końca życia kocha się pierwszego partnera. Ten związek pozostaje w naszych głowach, ponieważ to człowiek, który dał nam szczęście jako pierwszy. Nikt przed nim nie sprawił, że czuliśmy się świetnie i to czyni go wyjątkowym. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 21. Za 30 minut miałam być w domu. Westchnęłam cicho i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Muszę iść.
- Odwiozę cię. - powiedziała. Miała już wstawać, lecz powstrzymałam ją dłonią.
- Przyda mi się spacer. - uśmiechnęłam się słabo.
- Może jednak? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Nie. - odpowiedziałam twardo.
- No dobra. - odrzekła zrezygnowana. - Przynajmniej odprowadzę cię do drzwi. - kiwnęłam potwierdzająco głową. Zeszłyśmy na dół. Przy drzwiach ubrałam buty i przytuliłam się z przyjaciółką.
- Do jutra. - z tymi słowami wyszłam. Zapowiadało się na deszcz, ale mam nadzieję, że zdążę dojść do domu. Szłam powoli chodnikiem zatracając się w swoich myślach. Poczułam krople na rękach, a na betonie było widać ciemne wzory. Przyśpieszyłam kroku, gdy deszcz był coraz mocniejszy.
- Cholera. - mruknęłam cicho. Stanęłam jak wryta widząc przede mną raczej nieprzyjaźnie nastawionego kundla. Co chwilę warczał, a jego wściekły wzrok wypalał we mnie dziury. - Dobry piesek. Stój grzecznie. - szepnęłam i zacisnęłam ręce. Zaczęłam się powoli wycofywać, a następnie rzuciłam się biegiem. Zwierze cały czas mnie goniło. Starałam się go zgubić, lecz wychodziło mi to na marne. Nie rozglądając się przebiegłam przez ulicę. Światło poraziło mnie w oczy i usłyszałam pisk opon. Boże drogi, prawie wpadłam pod auto! Kundel najwyraźniej uciekł, ponieważ nigdzie nie mogłam go dostrzec. Spojrzałam na kierowce, a serce momentalnie podeszło mi do gardła. Mina Biebera nie mówiła nic dobrego. Wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Jego twarz była cała czerwona od złości.
- Co ty robisz do cholery ?! Chciałaś żebym cię zabił ?! Wiedziałem, że jesteś głupia, ale nie, że aż tak ! - wykrzyknął.
- Uciekałam przed psem ! - wyrzuciłam ręce w powietrze, a on prychnął pod nosem.
- To gratuluję, bo prawie wpadłaś mi pod auto ! - zawarczał.
- Przepraszam ? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Ja pierdolę, następnym razem myśl co robisz. - syknął.
- Pff. - tym razem ja prychnęłam i podążyłam w kierunku mojego domu. Deszcz nadal padał tyle że ze zdwojoną siłą. Robiło mi się zimno. Mogłam wziąć kurtkę albo chociaż parasol. Skarciłam się w myślach za nieprzemyślenie sytuacji. Obok mnie zatrzymał się samochód. Wyglądał dość znajomo. Właściciel uchylił szybę od strony pasażera, a mi znowu przewróciło się w żołądku.
- Słuchaj, jest burza, a moja dobra strona raczej nie chce żeby pieprznął cię pierun, więc podwieźć cię ? - ON proponuje mi pomoc ? Zadziwiające.
- Wow, normalnie aż mi słów zabrakło.
- Wsiadasz czy nie ? Krótka piłka. - warknął. Włącza się stary Justin.
- Wsiadam. - westchnęłam i otworzyłam drzwi, a następnie zajęłam miejsce. - Wiesz, że będziesz miał całe mokre siedzenie ?
- Nie. Wkurwiaj. Mnie. - syknął. - Gdzie mieszkasz ?
- North Blue Ridge Drive 9810. - odpowiedziałam. Zapięłam pas, a dłonie położyłam na kolanach. Nuciłam cichutko 'Betrayal' Laury Welsh, a kierowca niespodziewanie zmienił stacje. Teraz w głośnikach rozbrzmiewał Eminem. Lubiłam tą piosenkę i znałam ją na pamięć, więc rapowałam razem z nim. - Mogę ci zadać jedno pytanie ?
- Jeżeli musisz.
- Nie muszę, ale i tak to zrobię. - wzięłam głęboki oddech. - Dlaczego mnie nie lubisz ? Wiesz, po prostu nigdy nic ci nie zrobiłam, a ty zwracasz się do mnie bez szacunku. - mruknęłam.
- Cholernie mnie irytujesz. - zacisnął szczękę.
- Nie wiedziałam, że przez to, że ktoś kogoś irytuje to gnoi się go przez całe życie. - posłałam mu fałszywy uśmiech.
- Taki już jestem. - wzruszył ramionami.
- Czyli jaki ? - zadałam kolejne pytanie.
- Groźni, wredny.
- Nie prawda. Jesteś chamskim, zadufanym w sobie frajerem, który nie ma co zrobić ze swoim życiem, więc uprzykrza je ludziom, którzy cię otaczają. Nie liczysz się ze zdaniem innych, ponieważ to niby zawsze ty masz racje. Nie wiem tylko dlaczego tak bardzo ci się to podoba. Taką ogromną radość sprawia ci tworzenie innym piekła w szkole pomimo tego, że mają je w domu? Nigdy tego nie pojmę. - powiedziałam, a następnie szybko tego pożałowałam. Niestety za późno zrozumiałam sens swoich słów.
- Co masz na myśli mówiąc 'tworzenie innym piekła w szkole, pomimo tego, że mają je w domu'?
- Nic.
- Powiedz mi do cholery ! - warknął.
- Powiedziałam, że nic.
- Nie wypuszczę cię, dopóki mi nie powiesz. - zatrzymał się na chodniku i zamknął auto.
- Może po prostu inni nie mają tak kolorowo jak ty, hm ? Może nie każdy ma wymarzonego rodzica, nie każdy sra pieniędzmi ? Zastanów się najpierw zanim kogoś obrazisz,czy nie sprawiasz mu jeszcze więcej krzywdy. Tyle.
- Mówisz o sobie ? Wiesz, sytuacja rodzinna.
- Nie. - skłamałam. To nie jego interes, więc miałam prawo. To moja sprawa, a nie jego. A co jeśli to by mi pomogło ? Zaśmiałam się w myślach, ponieważ Bieber nie zrobi nic żeby było mi lepiej.
***
Witam was kochani !
Jak rozdział ?
Emma i Justin raczej za szybko się do siebie nie przekonają.
Zresztą jak na razie są na etapie nienawiści.
Jak wam się podoba postawa Jusa ?
Ja jestem mile zaskoczona jego pomocą.
Komentujcie, bo to zachęca mnie do dalszego działania!
Buziaki i do niedzieli ! :)
czemu skończyłaś w takim momencie , jeju , a tak wogule to świetny rozdział i czekam z niecierpliwością na następny :)
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na nowy <3
OdpowiedzUsuńCudny!!! Czekam na nastepny :)
OdpowiedzUsuń