- Ale ci się uszy trzęsą. - zachichotał.
- Och spadaj. - popatrzyłam na niego gniewnie.
- Daj spróbować ciastko. - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Tylko nie zjedź mi całego. - jęknęłam i podałam mu niechętnie loda. - Ej, miałeś tylko spróbować ! - krzyknęłam oburzona, gdy zorientowałam się, że zjadł mi pół zimnej słodyczy. Uśmiechnął się do mnie i oddał rożka. Wywróciłam oczami i dokończyłam jeść. Ziewnęłam cicho, a zaraz po mnie Chaz. Położyłam mu głowę na ramieniu i przymknęłam powieki,
- To twoja wina. - mruknął i znowu ziewnął, a ja razem z nim.
- Marudzisz. - wystawiłam mu język.
- To gdzie teraz ? Bo w zasadzie to mi się nudzi. - zapytał Brad.
- O 18, czyli za jakieś 30 minut Wiz gra koncert w rynku, także... - odpowiedział Bieber.
- Ja jestem za. - uśmiechnął się szeroko Ryan.
- A ja podejrzewam, że mnie nie stać. - zachichotałam.
- Jest darmowy. - wywrócił oczami Justin. Wstaliśmy i ruszyliśmy w jak mniemam stronę auta któregoś z chłopaków. W trakcie 10 minutowej drogi rozmawiali na sportowe tematy, a ja oczywiście szłam w ciszy.
- Nie wiem, czy zauważyliście, ale jest nas szóstka, a auto jest pięcioosobowe. - westchnęłam.
- Wezmę cię na kolana. - poruszył sugestywnie brwiami największy pajac na świecie. Popatrzyłam z nadzieją w oczach na Tom'a i Chaz'a, ponieważ pozostała dwójka zajęła miejsca na przodzie czarnego Range Rovera.
- Nie patrz na mnie, mam dziewczynę. - powiedział w obronie Tom, a Chaz udał, że nic nie słyszał i usiadł na środku..
- Nienawidzę cię. - jęknęłam i wsiadłam do auta, następnie sadzając swoją jędrną pupę na kolana Bieber'a. Zamknął drzwi i położył ręce na moich biodrach. Powoli je zsuwał w dół i gdy znalazły się na moich pośladkach, to nie wytrzymałam. - Łapy precz. - warknęłam i odwróciłam się w jego stronę. Posłał mi promienny uśmiech i nie dał wcale wyżej dłoni, czego oczekiwałam. - Nie no, może jeszcze mnie zmacaj. - wywróciłam zdenerwowana oczami.
- Ja tez mogę ? - zapytał Chaz.
- Tylko spróbuj, a cię wykastruje zboczeńcu. - posłałam mu zabójcze spojrzenie. Zaczął mnie gilgotać przez co wierciłam się na Justin'ie. Poczułam twardość napierającą na moją pupę. Zrobiłam się czerwona jak burak ze śmiechu i wstydu. - Opanuj hormony Bieber. - powiedziałam, a ten popatrzył na mnie, jakbym to ja była winna.
- To nie o mnie nie ocieraj. - warknął, a ja zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona, o ile to możliwe. Zamknęłam usta i starałam się nie zaśmiać. Nareszcie dojechaliśmy, więc zeszłam z niego i wyszłam. Oparłam się o Brad'a i wybuchłam śmiechem, a reszta ze mną.
- Zaraz wrócę. - westchnął i z ręką na kroczu ruszył do Toi Toi'a. Wiedziałam co będzie robić, więc obrzydzenie było chyba bardzo widoczne na mojej twarzy. Wrócił po 5 minutach i ustawiliśmy się w kolejce.
- 2 bilety poproszę. - mruknął, gdy byliśmy przy kasie.
- 250 dolarów. - odpowiedziała kobieta.
- Przecież miało być darmowe, Nie możesz mi kupić tak drogiego biletu. - jęknęłam z dezaprobatą.
- Przymknij się, Margmer. - wywrócił oczami i podał kasjerce banknoty, a ta wręczyła mu dwie karteczki, pozwalające wejść przez barierki.
- Oddam ci, jak będę miała. - krzyknęłam, ponieważ inaczej by mnie nie usłyszał.
- Jak chcesz. - wzruszył ramionami. Całą szóstką przedarliśmy się przez tłum prawie pod scenę. Wskoczyłam Bradowi na barana, ponieważ pomimo tego, że od sceny dzieli mnie 10 metrów, to jestem niska i nic nie widziałam. Kiwałam głową w rytm 'We Dem Boyz', a inni razem ze mną. Khalifa był bez koszulki, dzięki czemu dobrze widziałam wszystkie jego tatuaże. Spodnie w kolorze zgnitej zieleni luźno na nim wisiały. Miał przewiązaną koszulę w kratę przez biodra i białą czapkę. Wyglądał bardzo dobrze, jeżeli o to chodzi. Skakał i ruszał się w rytm muzyki. Świetne przeżycie, ponieważ nigdy nawet nie myślałam o tym, że będę miała okazje być na tak świetnym koncercie jakiegokolwiek rapera.
~~~
- Dzięki za podwózkę i za bilet. Oddam ci kasę, bez obaw.
- Nie musisz. - wywrócił oczami.
- Ale chcę. Tak poza tym to dlaczego to zrobiłeś ?
- Bo mimo wszystko lubię twoje towarzystwo i widziałem, że bardzo chcesz iść. - wzruszył ramionami, jakby to nie było nic wielkiego
- To komplement ? - zapytałam rozbawiona.
- Coś w tym stylu. - zachichotał.
- Jeszcze raz wielkie dzięki, do jutra. - uśmiechnęłam się do niego.
- Dobranoc.
- Śpij dobrze, Justin. - z tymi słowami wyszłam z auta i poszłam chodnikiem do domu. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środku. Zadziwiające, ponieważ nie poczułam zapachu alkoholu tylko kurczaka.
- O, już jesteś ? Zaraz będzie kolacja.
- Dobrze się czujesz ? - zapytałam, widząc jak tato krząta się po kuchni i jest trzeźwy. Ściągnęła buty i weszłam w głąb korytarza.
- Jak nigdy. - posłał mi mały uśmiech. - A ty ?
- Nawet bardzo dobrze. - zachichotałam i poszłam do łazienki, gdzie umyłam ręce. Wróciłam do kuchni i pomogłam ojcu wyciągnąć kurczaka z piekarnika. Zaniosłam go na stół, a zaraz potem przygotowałam talerze i sztućce, a ojciec wniósł resztę jedzenia i picie. Usiedliśmy naprzeciw siebie. Chyba już nic nie zepsuje mojego humoru, bo to najlepszy dzień w moim życiu odkąd zaczął pić.
- Smacznego. - powiedział radośnie.
- Nawzajem. - może wszystko zmierza ku dobrej drodze ?
***
Okej, okej dalszą część dodam w tygodniu,
Jak myślicie, czy ojciec Emmy naprawdę się zmieni?
Buziak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz