poniedziałek, 1 sierpnia 2016

`Rozdział 20

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM !

 - Dobra, o co wam chodzi ? - uniosłam jedną brew.
 - Hę ? - zapytał Bieber udając głupiego.
 - Nie róbcie ze mnie idiotki, tylko mówcie o co wam chodzi do cholery. - warknęłam.
 - Nikt z ciebie nie robi idiotki, Em. Jesteśmy trochę zestresowani meczem, który będzie już za tydzień. - westchnął Chaz. Powiedział to tak spokojnym głosem, że mu uwierzyłam. Kiwnęłam głową i ziewnęłam.
 - Chcę smażone jajka. - jęknęłam i złapałam się za burczący brzuch.
 - Już się robi. - zachichotał Ryan i zabrał się za robienie mi śniadania. Po 5 minutach postawił przede mną talerz.
 - Awww, dziękuję. - zagruchałam. - A mogę poprosić chleb ? - zrobiłam minkę smutnego pieska, co pewnie wyszło bardzo zabawnie, gdyż wszyscy obecni w pomieszczeniu wybuchli śmiechem. - No ej ! Nie śmiejcie się, jestem po prostu kulturalna! - oburzyłam się i skrzyżowałam ręce na piersi. Momentalnie spoważnieli. a ja chichotałam w środku. - Jesteście okropni. - zaczęłam płakać i odsunęłam od siebie jedzenie. Okej, przedstawienie czas zacząć.
 - Kurwa, przepraszamy. - powiedzieli razem.
- Nie płacz, proszę. Nie chcieliśmy cię urazić. - mruknął zatroskanym głosem Justin i zaczął głaskać mnie po głowie. Przepraszam, ale nie mogłam dłużej. Wybuchłam niepohamowanym śmiechem i wierzgałam na wszystkie strony, przez co spadłam z krzesła, lecz nawet to mi nie przeszkodziło. Wiłam się na podłodze, a oni stali oszołomieni.
 - Ty podstępna... - wymamrotał Brad.
 -Gdybyście tylko widzieli swoje miny. - zachichotałam. -Dobra, a teraz możecie dać mi chleb. - z ogromnym uśmiechem usiadłam ponownie na krzesełku i otarłam łzy.
 - Uważaj, żebyś się przypadkiem nie udławiła tym żarciem. - fuknął Bieber i zmrużył na mnie oczy, a Chaz za to rzucił mi kromką na blat.
- Ale wy jesteście dziecinni. Naprawę będziecie się o to gniewać? - zachichotałam.
 - A co? Masz z tym problem, Margmer? - zapytał Tom. Wywróciłam oczami na ich docinki. Byłam już przyzwyczajona do takiej kolei rzeczy. Po posiłku klasnęłam dłońmi w kolana.
 - Dobra misiaczki, będę się zbierać. - powiedziałam i przybiłam z każdym żółwika na pożegnanie.
 - Czekaj, zawiozę cię. - mruknął Justin.
 - Ty, sam, z własnej woli, proponujesz mi pomoc ? - uniosłam rozbawiona jedną brew.
 - No cóż, tak wyszło. - wzruszył ramionami i wyszczerzył się.
- Okej ? - mruknęłam do siebie i założyłam buty. Gdy wychodziliśmy krzyknęłam chłopakom 'pa' i ruszyłam za Bieber'em. - Jesteś pewny, że możesz prowadzić po wczoraj ? - zmarszczyłam czoło. Obyśmy nie ulegli żadnemu wypadkowi.
 - Gdybym nie był pewny, to nie wsiedlibyśmy do samochodu. - rozbawiony wywrócił oczami.
 - Dobra, powiedzmy, ze ci ufam. - zachichotałam i wsiadłam do auta i Justin zaraz za mną.
 - W sumie to za dużo o sobie nie wiemy, więc może zagramy w 20 pytań ? - zapytał.
 - Okej, zaczynaj. - przygryzłam wargę lekko zestresowana.
 - Proszę, zostaw usta w spokoju. - jęknął i palcem wyciągnął wargę spod moich zębów. Przeszedł mnie przyjemny prąd, gdy mnie dotknął. Wpatrywałam się w jego piękne miodowe oczy. Jego twarz była tak blisko mnie. Zachichotał i odsunął się ode mnie, a ja oszołomiona nadal się w niego wpatrywałam, aż mój mózg powrócił do pracy i z ogromnym rumieńcem odwróciłam się od niego. - Jaki jest twój ulubiony kolor ? - zadał pytanie z ogromnym uśmiechem.
 - Czarny. Kryje w sobie tyle tajemnic i emocji, że idealnie pasuje do mnie. - nie wiedząc czemu zaczęłam wyjaśnienia. Znowu spaliłam buraka i walnęłam się w czoło w myślach. - A twój ?
- Fioletowy. Ulubiony film ?
 - Jeżeli mam być szczera to nie mam ulubionego. Jest tyle komedii romantycznych i dramatów, które mogłabym oglądać milion razy, że nie potrafię wybrać jednego. A twój ? Tylko proszę, żaden erotyczny. - zaśmialiśmy się, chodź w duchu prosiłam, aby naprawdę tak było.
 - Będziesz się śmiała. - jęknął.
 - Obiecuję, że nie będę. - położyłam rękę na sercu.
 - Dora i przyjaciele. - popatrzył na mnie z ogromną powagą, a ja wybuchłam śmiechem.
 - Żartujesz sobie ?
 - Nie.. To przez moją młodszą siostrę ! Zawsze oglądam z nią bajki, a ta jest jej ulubioną i no wiesz.. - mruknął.
 - Dobra, już się tak nie tłumacz Bieber. - zachichotałam, a on posłał mi wzrok pełen złości, więc momentalnie się zamknęłam.
 - Od razu lepiej. - uśmiechnął się szeroko. - Czytasz książki ?
 - Bardzo dużo.
 - To jaka jest twoja ulubiona ?
 - Love, Rosie i zostań, jeśli kochasz. Chciałabym zakochać się tak jak w książkach i żeby ktoś zakochał się tak we mnie. W nich miłość jest piękna.. Mimo tych wszystkich upadków zawsze znajdują drogę, aby podnieść się razem. - westchnęłam rozmarzona. - A ty ? Masz jakąś ulubioną książkę ?
 - Nie.. Poza tym jeżeli mam być szczery, to ostatnią książkę przeczytałem w 3 klasie podstawówki, bo była lekturą.
 - Och. - mruknęłam. Zatrzymał się pod moim domem, więc odpięłam pas. - Dzięki Justin. - przytuliłam go na pożegnanie i wyszłam z samochodu. Nie obracając się za siebie weszłam do mieszkania. Justin jest naprawdę w porządku. Można z nim pogadać, pożartować, lecz jest w nim coś tajemniczego. Coś czego jeszcze nie odkryłam, ale mam nadzieję, że wkrótce to zrobię. Wzięłam głęboki oddech, aby się uspokoić i ściągnęłam buty. - Jestem ! - krzyknęłam.
 - Cześć, młoda ! Jestem w kuchni ! - odpowiedział, a ja ruszyłam do miejsca jego pobytu. - Chcesz herbaty ? - zapytał.
 - Pewnie. - usiadłam na krzesełku, a tato nalał wody do czajnika. - Jak było ?
 - Dobrze. A ty jeszcze nie w pracy ?
 - Mam dzisiaj na 12, a dopiero jest wpół do 11, także nigdzie mi się na razie nie śpieszy. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. - Och i Emma ?
 - Słucham cię, tato. - zachichotałam.
 - Jutro wyjeżdżam w delegacje na 3 dni, nie przeszkadza ci to ? Zawsze mogę to odwołać. - mruknął i popatrzył na mnie.
 - Nie martw się, dam sobie radę. - wywróciłam oczami.
 - Uf, to ja idę się pakować skarbie. - powiedział radośnie i pomknął na górę, lecz przed tym zdążył rozczochrać mi włosy. Rozbawiona jego zachowaniem wyłączyłam czajnik i zalałam herbatę. Dodałam cukru i cytryny. Gotowy napój zaniosłam do salonu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i skakałam po kanałach, aż natrafiłam w końcu na jakąś komedie. Do 14 obijałam się oglądając różne bzdety, aż w końcu poszłam się ogarnąć na mecz Jaxon'a.
***
 Witajcie misiaczki !
 Na samym początku przepraszam za tak długą nieobecność, ale byłam na wakacjach.
 Teraz co do rozdziałów, to będę dodawała je kiedy będę miała czas, no ale mam nadzieję, że chociaż raz w tygodniu będzie nowy.
 Jak wrażenia ?
 Może relacje Emmy i Justina w końcu się poprawią, mam taką nadzieję buziaaak, do next

(DODAJE ROZDZIAŁ JESZCZE RAZ, BO COŚ SIĘ ZEPSUŁO)

wtorek, 14 czerwca 2016

Hej kochani

Hej kochani:)
Bardzo chciałam was przeprosić za brak rozdziału w niedziele, ale cały czas uczę się żeby poprawić oceny;( Nie wiem, jak będzie z rozdziałem w tym tygodniu, ale postaram się.. 
A I DZIĘKUJĘ ZA WBICIE DWOCH KOMENTARZY;) 
Do następnego, buziak

niedziela, 5 czerwca 2016

`Rozdział 19

NIESPRAWDZONY ROZDZIAŁ, WIĘC PRZEPRASZAM ZA WSZELKIE NIEDOCIĄGNIĘCIA

Nawet nie wiem, kiedy to się stało, ale właśnie tańczę z Bieber'em. I to nie to jest nieprawdopodobne, ale to, że ocieram się o jego krocze !
- Kochanie. - jęknął mi do ucha. Uśmiechnęłam się zwycięsko. Położył dłonie na moje biodra i przygryzł płatek mojego ucha. Powoli składał pocałunki wzdłuż szczęki, a później jego ciepłe usta odnalazły moje. Są idealne. Nie wiem, czy to przez alkohol krążący w moich żyłach, czy naprawdę mi się podoba, ale odwzajemniłam jego gest. Nasze wargi ocierały się o siebie w powolnym tańcu. Oderwałam się od niego i odwróciłam w jego stronę, sekundę później na nowo łącząc nasze usta. Dłonie wplątałam w jego włosy. Językiem przejechał po mojej dolnej wardze, prosząc o dostęp, którego niemalże od razu mu udzieliłam. To nie był już powolny pocałunek, lecz walka o przetrwanie. Całowaliśmy się jak dwoje kochanków, które spragnione miłości i umierające z tęsknoty, w końcu się ze sobą spotyka. I właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę z bardzo istotnej rzeczy... On cholernie mi się podoba. Tylko, że ja mu nie i zrobił to wszystko, bo jest podniecony i ma ochotę na seks. Boże, jaka ja jestem głupia. Jak poparzona odskoczyłam od niego i wyzywałam się w myślach za to, że jestem taką ogromną idiotką. Spojrzałam mu w oczy. Iskierki rozbawienia świeciły się w jego oczach, a dumny uśmiech oznaczał tylko jedno... Już mógł odznaczyć mnie na liście 'laski, którym się podobam'.
- To nie powinno mieć miejsca. - powiedziałam tonem 'przecież nic się nie stało'. Wzruszyłam ramionami i spokojnym krokiem odeszłam od niego, chodź w środku byłam rozsadzana przez emocje. Poszłam do najciemniejszego kąta obszaru basenu i usiadłam na trawie przyciągając kolana do piersi. Łzy napłynęły mi do oczu. Przyłożyłam rękę do czoła i pokręciłam głową. Nigdy nawet nie pomyślałabym o tym, że będę płakać przez chłopaka, bo miałam nigdy nie poczuć czegoś do płci przeciwnej. Wzięłam kilka głębokich wdechów i doprowadziłam się do porządku. Nic do niego nie czujesz. To pajac, a tobie nie podobają się pajace. Poza tym jesteś zalana w trupa, więc tylko ci się to wszystko wydaje. ~ powiedziałam do siebie w myślach. Naprawdę poprawiło mi to humor. Może tak jest, a ja wszystko wyolbrzymiam. Tak na pewno jest ~ odezwała się moja podświadomość. Wow, czy ona w końcu się ze mną zgadza ?
~~~
Przetarłam oczy. Okropny ból w głowie dawał się we znaki. Cholerny kac. Cholerny alkohol. Cholerna impreza. Mam dość. Rozejrzałam się po pokoju i zdałam sobie sprawę, że pierwszy raz w nim jestem. Ciekawe czyj to dom. Rozglądałam się, szukając jakiejkolwiek odpowiedzi, aż wreszcie mój wzrok przykuły tabletka i szklanka wody, leżące na szafce nocnej. Nawet się nie zastanawiając połknęłam pigułkę i szybko ją popiłam. Z powrotem opadłam na poduszkę i gapiłam się w sufit. Długo myślałam, próbując przypomnieć sobie coś z wczorajszej nocy, niestety wspomnienia nie przychodziły. No cóż, trudno.
- Że co zrobiłeś ?! - czyjś krzyk dobiegł z dołu. Może nie ładnie jest podsłuchiwać, ale cholera, gdyby nie krzyczał, to nic bym nie słyszała.
- To nie moja wina !  Ona też chciała... - odpowiedział znany mi głos.
- Ciekawe co zrobi, jak się dowie. Już jej współczuje, a tobie skopię dupę. Nie powinieneś do tego dopuścić do cholery ! Była PIJANA, rozumiesz ? PIJANA. - już rozpoznałam właściciela głosu. Był nim Ryan.
- Myślisz, że mnie znienawidzi ? To w końcu był tylko pocałunek. - zapytał Bieber. Akcja się rozkręca, więc cichutko wydostałam się z pokoju i usiadłam na najwyższym stopniu schodów, tak, aby wszystko słyszeć i pozostać niezauważoną.
- Ja na jej miejscu był to zrobił. - warknął.
- Kiedy wracaliśmy powiedziała, że jej na mnie zależy. - słychać było zmartwienie w jego głosie.
- Czujesz coś do niej ?
- Nie wiem. - przyuważyłam, że pokręcił głową.
- To się dowiedz i jeżeli nie odwzajemnisz jej uczuć, to nie rób nadziei. Jest za dobra, by cierpieć z powodu takiego dupka.
- A jeśli będę coś do niej czuł?
- Powiedz jej o tym, należy jej się szczęście. - niemalże szepnął i ledwo co go usłyszałam. Do Bieber'a czuje coś jakaś dziewczyna ? Aż mi jej szkoda. Wróciłam do pokoju, w którym spałam i założyłam spodenki, które walały się koło łóżka. Rozejrzałam się jeszcze raz. Ściany były pomalowane na kawowy kolor, a meble w praktycznie takim samym kolorze z białymi uchwytami i nóżkami, idealnie do siebie pasowały. Zaścieliłam łóżko czarną kołdrą, pod którą spałam i związałam włosy w wysokiego kucyka. Powoli zeszłam na dół i przetarłam nadal zmęczoną twarz.
- O proszę, kto tu nam wstał. - zachichotał Ryan.
- A ja. - posłałam mu mały uśmiech, który odwzajemnił.
- Chcesz wziąć prysznic ? - zapytał.
- Aha. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- To chodź, dam ci rzeczy. - pokręcił rozbawiony głową i wszedł do pokoju po lewej stronie i przeszukiwał szafę. W końcu wyciągnął z niej szarą koszulkę i czarne, koszykarskie spodenki, a z komody ręcznik. Wszystko wcisnął mi w ręce, a ja wymamrotałam ciche 'dziękuję'. Zadałam mu jeszcze jedno pytanie:
- A gdzie jest łazienka ?
- Naprzeciwko. - pokazał mi jeszcze dla pewności palcem i wrócił do salonu. Weszłam do łazienki i zamknęłam się na klucz. Pozbyłam się moich wczorajszych 'ubrań' i wzięłam szybki prysznic. Założyłam strój kąpielowy i rzeczy, które pożyczył mi Butler. Zeszłam na dół, a wszyscy jakoś dziwnie na mnie patrzyli... jakby z politowaniem.
- Co na śniadanie ? - zapytałam, gdy zaczęło mi burczeć w brzuchu. Usiadłam na krześle i oparłam łokieć na stole. Powieki same mi się zamykały, więc podparłam brodę na dłoni.
- A co sobie życzysz ? - zapytał z ogromnym, a nawet przesadzonym uśmiechem Ryan. Dlaczego wszyscy do cholery zachowują się, jakbym miała zaraz skoczyć z mostu ?!
***
Znowu zawaliłam, ale cały weekend miałam zawalony..
Jeszcze jestem dzisiaj cholernie zmęczona, bo byłam na zawodach,aaa.
Kontynuacji rozdziału możecie spodziewać się w środku tygodnia, buzi.
2 komentarze = kolejny rozdział

czwartek, 2 czerwca 2016

`Rozdział 18 część 2

- To co moi drodzy ?! Zaczynamy imprezę ?! - zapytał didżej. Wszyscy zawiwatowali radośnie na znak aprobaty na jego słowa. Ciemnoskóry chłopak włączył muzykę, a ludzie wstali z ziemi i tańczyli wokół basenów. Było już po 21, lecz kolorowe światełka wydobywające się z lampionów, oświetlały otoczenie. Pomimo tego, że impreza przez chwilą się zaczęła, to już było pełno pijanych ludzi, włącznie ze mną. Zachichotałam na tą myśl. Prawie wszystkie dziewczyny były skąpo ubrane, zresztą co ja gadam... One nie mają prawie nic na sobie. Większość ma ledwo zakryte sutki i cipy. Cholera jasna, jak można takie coś założyć ?! Chłopcy latają tylko za nimi, jakby od tego zależało ich życie. Jedna para właśnie prawie uprawia seks pod wodą.. Popatrzyłam na nich z obrzydzeniem, lecz szybko odwróciłam wzrok. Bella jest gdzieś z Chaz'em, a reszta tańczy w tłumie. Zostawili mnie tu samą i pijaną, świetnie. Prychnęłam pod nosem i wstałam z trawy. Podeszłam do barmana i usiadłam na stołku. Oparłam łokcie o blat i błądziłam wzrokiem po menu przyczepionym do ściany. Chwilę zastanawiam się co wziąć.
- Co dla ciebie ? - puścił mi oczko. Młody mężczyzna jest mulatem, ma czarne włosy i piękne brązowe oczy. Przez rozpiętą, niebieską koszule, nie za się nie zauważyć jego sześciopaku. Jest bardzo umięśniony i przystojny.
- A co polecasz ? - posłałam mu czarujący uśmiech.
- Dla ciebie mogę coś nowego wykombinować. - pokazał mi rząd swoich białych zębów. Jego usta są takie piękne, och.
- Okej. - przygryzłam wargę. Wlał do szklanki parę różnych alkoholi, których nazw nie znam i wszystko zalał pomarańczowym sokiem.
- Proszę, maleńka. - puścił mi oczko i podał napój. Wzięłam słomkę i wsadziłam ją do szklanki. Upiłam łyka i nawet nie poczułam alkoholu.
- Jestem Emma. - uśmiechnęłam się, nadal trzymając słomkę w ustach.
- Jet. Miło cię poznać. - zachichotał. - Przyszłaś sama ? - zapytał.
- Nie, ale znajomi mnie zostawili. - jęknęłam, wyrażając swoje niezadowolenie z tego obrotu spraw. Zachowali się naprawdę chamsko.
- To okropne z ich strony. Jak mogli zostawić taką ślicznotkę ?
- Jak widać mogli i pewnie zaliczają jakieś dziewczyny. - westchnęłam i wywróciłam oczami. - Niewyżyte dupki. - zachichotałam, a on mi zawtórował.
- Ja to bym cię na krok nie odstępował. - puścił mi oczko.
- Awww, dzięki. - zarumieniłam się lekko.
- Siemaaa mała ! Co pijemy ?! - krzyknął mi do ucha Brad i oparł o moje ramię. No proszę, pojawił się jak na zawołanie.
- Nie drzyj się idioto, poza tym tobie chyba już starczy. - pokręciłam z dezaprobatą głową.
- Mi ? Starczy ? Zwariowałaś ?! Mała, głupiutka Emma. - zachichotał i potargał mi włosy.
- Gdzie reszta ? - zapytałam.
- Tam gdzieś. - machnął ręką. - Nalej nam dwa kieliszki. - powiedział z ogromnym uśmiechem. Barman postawił przed nim czystą, a Brad podsunął mi jeden. - Nasze zdrowie. - zachichotał i wypił zawartość kieliszka, a ja zaraz po nim. - Chodź tańczyć ! - krzyknął i pociągnął mnie za dłoń w stronę spoconych ludzi. W ostatniej chwili wzięłam do ręki drinka, a potem wpadłam na tego debila, bo się zatrzymał.
- Matko boska, prawie się na mnie wylało, frajerze ! - zbeształam go.
- Nie marudź. - uśmiechnął się szeroko i zaczął tańczyć w ryt szybkiej muzyki, a ja razem z nim.
- Dzień dobry, cukiereczki. - powiedziała Bella. Obok niej stali Chaz, Bieber i Ryan. Zarzuciłam Johnson ręce na barki i kręciłyśmy biodrami schodząc niżej, śmiejąc się przy tym.
- Już zaliczyliście numerek w samochodzie ? - zapytałam, widząc jej potargane włosy. Ona oblała się rumieńcem i popatrzyła na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Było booosko. - zachichotała.
- Spoko, nie chcę znać szczegółów. - pokręciłam głową z uśmiechem na ustach.
- Na pewno ? To była dość ostra scenka. - powiedziała do mnie na ucho.
- Na pewno ! - wykrzyknęłam niemalże od razu.
- Tak myślałam. - jej śmiech rozbrzmiał w moich uszach.
***
Okej, jest 23, a ja dodaje kontynuacje;)
Jak wam się podoba ?
Imprezowiczka nam z tej Emmy rośnie, no kto by pomyślał. 
Do niedzieli, buziak;)

30 days love

Cześć misiaczki;)
Zaczęłam pisać kolejnego bloga, także miło jakbyście również tam wpadli.
Nie bójcie się, nie zaniedbam tego opowiadania, a 2 druga część 18 rozdziału pojawi się dzisiaj albo jutro:) Daje wam niżej prolog i linka, buziak.

http://30days-ff.blogspot.com/

Zostało 50 dni szkoły. Nagle pojawia się on, który ma swoją dziwną umowę. Zakład czy przekonanie?  Obiecanie coś sobie?  30 dni. 30 dni na każdy związek, bo przecież w 30 dni nie można się zakochać, nie można poczuć czegoś mocniejszego do drugiej osoby, bo to nie możliwe, prawda? Justin może nie zmienia dziewczyn jak rękawiczki, ale jak miesiące? Oczywiście, że tak. Nigdy się nie zakochał, nigdy nie miał dziewczyny dłużej niż 30 dni. Kumple podsuwają mu nowe, ale co będzie, gdy ... dziewczyna z ogromnymi problemami i ranami na ciele pojawi się w jego życiu? Co jeżeli pojawi się między nimi uczucie? Ją też zostawi?  Ale przecież najgorszy ból, który ktokolwiek może jej zadać, to zostać oszukaną przez przyjaciół. Tego się nie zapomina, ale czytając mojego bloga dowiecie się, czy naprawdę będzie miała złamane serce, a może będą szczęśliwi? Tylko czy ona wie co to szczęście?

niedziela, 29 maja 2016

`Rozdział 18

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM !
(OD AUTORKI: Zgubiłam się w dniach, więc naprawdę nie mam pojęcia jaki aktualnie jest dzień, więc uznajmy, że jest piątek i przepraszam za to niedopatrzenie)

- C-co ty tutaj robisz ? - zapytałam z łzami w oczach.
- Tęskniłaś ?
- I to jak ! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyje. Owinęłam nogi wokół jego bioder i chyba naraziłam na brak powietrza.
- Ej, udusisz mnie. - zachichotał, a ja uderzyłam go w klatkę piersiową. Łzy nadal ciekły ciurkiem po mojej twarzy. Jestem tak cholernie szczęśliwa.
- Już się tak nie mazgaj, cieniasie. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Wtuliłam się jeszcze raz w niego. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Rozejrzałam się dookoła, a na twarzach chłopaków malowało się zdezorientowanie.
- A no tak, nie przedstawiłam was. To jest Jake, mój brat, to znaczy kuzyn, ale jest jak brat. Jake to Chaz, Brad, Justin, Mike, Tom, Ryan, Dean,  Teresa, Jade i Lily. - powiedziałam. Nie miałam pojęcia co te dziewczyny tu robią, ale nie ważne.
- Miło mi was poznać. - odrzekł z ogromnym uśmiechem brunet, stojący koło mnie.
- Ciebie również. - mruknął Mike.
- Moment.. Skąd wiedziałeś, że tutaj jestem ? - zapytałam i zmrużyłam oczy.
- Pewien ptaszek mi wyćwierkał. - zachichotał.
- Nie wierzę, że zrobiłaś to za moimi plecami. - powiedziałam do Belly i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Oj, no nie gniewaj się. - westchnęła rozbawiona. Podeszłam do niej z groźnym wyrazem twarzy, ale zamiast zrobić jej coś bolesnego, uścisnęłam ją mocno.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuje ! - pisnęłam i pocałowałam ją w policzek. - Jesteś najlepsza. - jeszcze raz cholernie mocno ją uścisnęłam.
- Ej ! To mi powinnaś dziękować ! - krzyknął Jake. - Ja przyjechałem, nie ona. - tupnął nogą jak małe dziecko, a ja wybuchłam śmiechem, a inni zaraz do mnie dołączyli.
- Zazdrośnik. - wywróciłam rozbawiona oczami. - Poza tym tobie już dziękowałam. - zachichotałam. Boże, on naprawdę zachowuje się jak małe dziecko. DZIECKO ! No właśnie ! Obiecałam Jaxon'owi, że przyjdę w sobotę na jego mecz. Muszę koniecznie sprawdzić na internecie o której godzinie mam być na stadionie. Ale mam czas do jutra, więc bez stresu. Wiem, że nie znam Jaxo jakoś dobrze, ale zawsze dotrzymuje obietnicy.
- Może w końcu się czegoś napijemy ? - jęknął Justin, a reszta ochoczo pokiwała głową. Ja mam dość alkoholu na całe życie, więc chyba podziękuję.
- Wy sobie pijcie, ja idę na zjeżdżalnie ! - szybko pobiegłam w stronę czerwonej, dużej rury. Wiedziałam, że inaczej bym nie uniknęła spotkania z wódką ewentualnie piwem. Weszłam po schodach. Droga zajęła mi dobre 5 minut, ponieważ musiałam wejść na 4 piętro. Światełko nad zjeżdżalnią pikało na zielono, więc usiadłam i mocno się odepchnęłam. Położyłam się, nogi zgięłam pod kątem prostym i uniosłam lekko pupę, ponieważ chciałam jechać szybciej. Odwróciłam się do tyłu. Za mną byli Bieber, Jake, Bella i Lily. Pisnęłam z przerażenia i szybko podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Nienawidzę was ! - krzyknęłam, gdy wylądowaliśmy na dole w brodziku. - Czy wy jesteście normalni ?! Mogliśmy się zabić ! - gestykulowałam rękami, będąc nadal nieźle wkurzona.
- Przesadzasz. - zachichotała Bella. Czy oni naprawdę są tak bezmyślni ? Boże, daj mi siłę. Wywróciłam oczami na ich głupotę.
- Chyba jednak też się napiję. - westchnęłam.
- Wiedziałem ! - krzyknął podekscytowany Jake.
- Och, zamknij się. - walnęłam go żartobliwie w ramię. Podeszłam do Chaz'a i wzięłam od niego butelkę wódki. Nie miałam ochoty bawić się w drinki, więc od razu pociągnęłam dwa łyki. Skrzywiłam się, ale upiłam kolejne cztery. Na trzeźwo z nimi nie wytrzymam. - Od razu lepiej. - jęknęłam i oddałam mu procentowy napój. On tylko patrzył na mnie zszokowany.
- Cholera, wypiłaś nam pół butelki ! - krzyknął oskarżycielsko Tom.
- Ups ? - zachichotałam.
- Przecież nie chciałaś pić, a tu proszę ! Pół na raz poszło ! - burknął.
- Dobra, już nie marudź. Kiedyś ci oddam. - rozbawiona wywróciłam oczami.
- Kiedyś ? To znaczy kiedy ?
- No wiesz, za rok, dwa, góra nigdy. - pokazałam mu rząd moich zębów w uśmiechu. On pokręcił tylko zrezygnowany głową.
- Niech ci będzie. - wywrócił oczami.
- Braaaaad. - przeciągnęłam jego imię.
- Hm ? - zapytał, nadal patrząc w telefon.
- Puścisz muzyyykę ? - zrobiłam minę pieska. - Prooooszę.
- No dobra. - wymieniliśmy się ogromnymi uśmiechami. - Co chcesz ?
- Watch me ! - pisnęłam i podskoczyłam do góry.
- Okej. - zachichotał i włączył kawałek, o który prosiłam.
- Now watch me whip, watch me nae nae. Now watch me whip, whip, watch me nae nae. - zaśpiewałam i zatańczyłam układ, który był w teledysku. Reszta wybuchła śmiechem, a ja razem z nimi, ponieważ to co odstawiłam, musiało wyglądać naprawdę cholernie zabawnie.
- Ta piosenka jest taka do dupy. Po co mam pokazać bicz, a potem pokazać nae nae ? - burknął oburzony Justin.
- On opisuje jak to tańczyć, idioto. - zachichotałam i rozbawiona wywróciłam oczami.
- Żartujesz. - zdezorientowanie malowało mu się na twarzy.
- Mówię poważnie ! Dawaj ze mną ! - pisnęłam, gdy znowu był refren. Zaczęłam kolejny raz śpiewać, a inni się dołączyli i również tańczyli. W końcu potknęłam się o własne nogi i upadłam. Zaczęłam się śmiać na całe gardło, nie mogąc tego pohamować. Jake po chwili razem ze mną turlał się na ziemi. - KURWCZE SMAŻONE ! PRAWIE MI DUPE WIDAĆ ! - krzyknęłam i przestałam się śmiać. Popatrzyłam na siebie. Cycki prawie całkiem wysunęły mi się spod materiału, a z części stroju osłaniającej pupę zrobiły się stringi. Doprowadziłam się do porządku i wyciągnęłam trawę z włosów. Popatrzyłam groźnie na towarzystwo, które o mało co nie zsikało się w portki z tego śmiechu. - TERAZ JUŻ NIGDY WIECEJ ALKOOOH-HO-LUU ! - wybełkotałam. Duża ilość wódki, którą wypiłam, zaczęła dawać się we znaki.
- Nie pij więcej. - zachichotał Bieber, który najwyraźniej również bardzo dużo wypił.
- Ależe oco ci chhodzi ?- wymamrotałam. Zaczęło mi się kręcić w głowie, ale cholernie mi się to podoba. Polecam ten stan.
- O nic. - znowu zachichotał, a ja razem z nim.
***
Rozdział nie jest długi, ale po prostu nie miałam czasu. 
Wiem, że był teraz długi weekend, ale jechałam do rodziny, więc nie miałam jak pisać.
A TERAZ COŚ WAŻNEGO.
Posłuchajcie, jest was naprawdę jak dla mnie dość dużo, a nic nie komentujecie.
Wkurzały mnie autorki, które stosowały metodę: 'komentarze za rozdział', ale inaczej się nie da.
Więc na początek 1 komentarz=rozdział;) 
Buziak, do niedzieli albo do środy. 

niedziela, 22 maja 2016

`Rozdział 17

LICZĘ NA KOMENTARZ !

Przez to, że chłopcy cały czas na nas zerkają, jestem porządnie zestresowana. Widać aż tak bardzo siniaki ? A może wyglądam jak idiotka ? Wypuściłam ze świstem powietrze z ust i przygryzłam wargę. Jeszcze chwila i naprawdę wybuchnę z tego stresu. Poprawiłam sobie torbę, którą dała mi Bella przed samym wyjściem i zacisnęłam pięści.
- Cholera jasna, o co wam chodzi ? Wiem, że wyglądam źle, ale nie musicie mi o tym przypominać, gapiąc się na mnie przez cały czas. - warknęłam. Przysięgam, że starałam się opanować, lecz najzwyczajniej w świecie się nie dało. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a ja byłam jeszcze bardziej zdezorientowana i zdenerwowana. - Co znowu ? - burknęłam.
- Oj, mała, głupiutka Emma. - roztrzepał mi włosy Brad. - To że się patrzymy, nie oznacza nic złego, wręcz przeciwnie. - zachichotał, a reszta mu zawtórowała.
- Nienawidzę was. - mruknęłam i spaliłam buraka. Matko boska, jakie z nich zboczeńce. Ja się martwię, że wyglądam okropnie, a ci jeszcze mnie zawstydzają ! Przeklinałam ich i cały świat pod nosem.
- Koooochasz nas. - odezwał się z głupkowatym uniesieniem kącików ust w górę Justin, a ja miałam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z buzi. Pajac.
- Wcale że nie. Nienawidzę. - pokazałam mu język. Bardzo dojrzale. - powiedziała moja podświadomość. Och, spadaj. - odwarknęłam jej.
- Kooochasz. - odpowiedział. Wywróciłam rozbawiona oczami i weszłam do góry po marmurkowych schodkach, trzymając się połyskującej, srebrnej poręczy. Thommilson otworzył nam wszystkim szklane drzwi prowadzące do kasy. U ślicznej, brązowookiej brunetki, kupiliśmy bilety i wyszliśmy na zewnątrz. W słońcu rozłożyliśmy ręczniki i ściągnęliśmy buty. Chłopcy rozebrali się i poszli, a raczej wskoczyli do basenu. Ja i Bella rozebrałyśmy się do strojów kąpielowych. Ubrania złożyłyśmy i włożyłyśmy do mojej torby. Położyłyśmy się na swoich ręcznikach i opalałyśmy.
- Jak tam sprawy twoje i Chaz'a ? - zapytałam zaciekawiona i przygryzłam kawałek małego palca.
- Chyba dobrze. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i nasz związek rozkwita. - zagruchała.
- Poczekaj.. Zapytał się już ciebie, czy będziesz jego dziewczyną ?! I ja nic o tym nie wiem ?! - zapiszczałam, lecz z lekkim wyrzutem.
- Nie, to znaczy... Wiesz, uprawiamy seks, całujemy się, chodzimy za ręce, więc to chyba coś oznacza ? Boże, sama nie wiem co mam o tym myśleć. - westchnęła. - A ty i Brad ? Z tego co zauważyłam, dobrze się dogadujecie.
- Niby tak, ale traktuje go bardziej jako przyjaciela. - mruknęłam. - Poza tym nie jest  w moim typie. - dodałam po chwili.
- A kto jest ? - zapytała. - Bieber ? - posłała mi zadziorny uśmiech. Zastanowiłam się. Czy ja wiem... Jest przystojny i tak dalej, ale nie wiem, czy mogłabym być z nim w związku. Wydaje mi się, że raczej nie.
- Jakoś nie widzę nas razem. - wzruszyłam ramionami.
- Czyli jest w twoim typie ?! - wykrzyknęła, przez co otrzymała pare karcących spojrzeń.
- Nie, to znaczy... Ugh, nie wiem. - westchnęłam. - Lubię go i fajnie nam się gada, ale jako kolega-koleżanka. A nawet jeśli on byłby w moim, to ja nie jestem w jego. - zachichotałam.
- To chyba nie widzisz jak na ciebie patrzy. - szepnęła.
- On woli nieprzeciętne dziewczyny z niesamowitą figurą i urodą, a ja żadnej z tych cech nie posiadam, a nawet jeżeli już, to na pewno nie są niesamowite. - posłałam jej rozbawiony uśmiech, a ona tylko pokręciła głową. Spojrzałam na zegarek w moim telefonie. Opalałam się już na plecach przez 20 minut, więc przekręciłam się na brzuch, zapamiętując godzinę. Przymknęłam powieki, a dłonie leżały mi swobodnie po bokach. Zastanawiałam się nad tą moją rozmową z przyjaciółką. Nie wydaje mi się, żebym czuła coś do Justin'a, a on do mnie. W końcu jeszcze niedawno byliśmy wrogami, prawda ? Usłyszałam czyjeś szybkie kroki, ale nie zawracałam sobie nimi głowy. Momentalnie zimne i mokre cielsko przytuliło się do moich pleców.
- Co do... ?! - krzyknęłam. Popatrzyłam wrogo na winowajce. Cholerny Bieber. - Już nie żyjesz. - mruknęłam i pobiegłam za nim w stronę basenu. Jednym szybkim ruchem popchałam go do wody, lecz na moje nieszczęście złapał mnie za rękę i wpadłam razem z nim. - Teraz to już naprawdę cię nienawidzę. - warknęłam i odpłynęłam od niego. Położyłam się na plecach i powoli pływałam. Słońce ogrzewało moją twarz, przez co uśmiechnęłam się lekko. Było mi tak dobrze. Nie za gorąco, nie za zimno. Idealnie.
- Oj no, nie gniewaj się. - mruknął nad moją głową, przez co promienie słoneczne przestały świecić mi na buzię i powstał cień.
- Przesuń się. - odpowiedziałam i próbowałam przesunąć jego twarz, lecz na darmo. Jęknęłam z irytacją. - Nie jestem obrażona, więc możesz już iść. - wywróciłam oczami i zanurkowałam. Siedziałam chwilę na niebieskim, wyłożonym kafelkami dnie, aż w końcu się wynurzyłam i zaczerpnęłam powietrza. Czułam nadal jego obecność. Na początku byłam zdenerwowana, ale przyszedł mi do głowy pomysł. - Wyrzucisz mnie do góry na rękach ? - zapytałam robiąc słodką minkę.
- Okej. - powiedział z uśmiechem po chwili namysłu. Zrobił koszyczek z dłoni, a ja położyłam na nich jedną stopę, a ręce postawiłam mu na barkach. Na trzy wyrzucił mnie do góry, a ja odepchnęłam się od niego i wleciałam do wody. Wynurzyłam się z uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze raz. - pisnęłam.
- Dobra, chodź tu. - zachichotał i ponowiliśmy tamtą czynność jeszcze kilka razy. Za ostatnim nie wypłynęłam, tylko płynąc najniżej jak się dało, dotknęłam go w nogę, a ten odskoczył wystraszony.
- Lamus. - wypłynęłam na powierzchnię i zaczęłam się śmiać.
- Chcesz żebym dostał zawału ? - zapytał rozbawiony.
- Ty to powiedziałeś, nie ja. - zachichotałam i uniosłam ręce w geście obronnym.
- O ty mała żmijo. - mruknął i zaczął mnie gonić po całym basenie. W ucieczce wpadałam na innych ludzi i ich przepraszałam, a oni przeklinali pod nosem. Wyszłam po czerwonych schodkach z wody i pobiegłam na ręcznik. Położyłam się i udałam, że śpię. Nie wiem co ma mi to dać, ale cichooo. - Ojejku, ktoś nam tu zasnął. - mruknął z udawanym zaskoczeniem. Uśmiechnęłam się, jak mam nadzieję, ledwo widocznie. Zaczął mnie łaskotać, a ja nie wytrzymałam i zaczęłam się wiercić i głośno śmiać.
- M-m-maaa-matko b-b-boska ! J-ju-justin ! P-prz-przestań ! - wykrzyknęłam.
- Jak przeprosisz. - powiedział roześmiany.
- N-nie m-ma mo-mooowy !
- Jesteś tego pewna ? - zapytał z przebiegłym uśmiechem. Kiwnęłam potwierdzająco głową. Wziął  mnie na ręce i kierował się w stronę basenu.
- DODBRA, PRZEPRASZAM ! - krzyknęłam.
- Widzisz ? Mogłaś tak od razu. - zachichotał i postawił mnie na ziemi.
- Dupek. - prychnęłam. Wywróciłam oczami i położyłam się obok Belly. Przytuliłam się do niej, ponieważ kropelki wody nadal spływały po moim ciele. Pisnęła i odskoczyła ode mnie na miarę swoich możliwości.
- Za co to ?! - krzyknęła oskarżycielsko.
- Nie pomogłaś mi. - mruknęłam z udawanym obruszeniem i skrzyżowałam ręce na piersi. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę, a ja wybuchłam śmiechem. Jej mina była przezabawna. Zmrużyła gniewnie oczy.
- Nie prosiłaś o pomoc. - zachichotała.
- No wiesz ty co ? Następnym razem zacznę wydzierać się na cały głos, żebyś mi pomogła, bo w innym wypadku zabiję twoją matkę. - mruknęłam rozbawiona.
- Obawiam się, że osoby przebywające wokół nas, wezwałyby policję i nic nie wyszłoby z twojego nikczemnego planu. - posłała mi uśmiech.
- Och, spadaj. - pokazałam jej język.
- Tak Em, bardzo dojrzale. - rozbawiona wywróciła oczami.
- Nienawidzę cię. - westchnęłam.
- Kochasz mnie i bardzo dobrze o tym wiesz. - zachichotała.
- Ciiii, nie przy ludziach ! - krzyknęłam. - Nikt nie może wiedzieć o naszym związku, Poza tym Chaz byłby o ciebie zazdrosny. - zaśmiałyśmy się.
- No tak, zapomniałam.
- Jest popołudnie, a mi chce się spać. Co ze mną nie tak ? - ziewnęłam.
- Wiele rzeczy. - zachichotała, a ja popatrzyłam na nią groźnie.
- Dzięki. - prychnęłam.
- Och, nie obrażaj się, żartowałam ! - roześmiana wyrzuciła ręce w powietrze w geście obronnym. - Chyba przyda ci się mocna kawa.
- O taaaak. - jęknęłam na samą myśl.
- To co ? Idziemy ? - zapytała.
- Pewnie, że tak. - założyłam na ramiona narzutę i boso poszłyśmy z Johnson do stoiska z mrożoną kawą. Przyjaciółka zapłaciła za nasze pyszności z dodatkiem karmelu, a ja obiecałam, że pieniądze oddam jej u mnie w domu. Piłyśmy zimne napoje i powoli wracałyśmy, rozmawiając o głupotach. Usiadłyśmy na brzegu basenu i moczyłyśmy nogi. Odstawiłam pusty, plastikowy kubeczek obok mnie i podparłam się z tyłu na rękach. Przyglądałam się ludziom na basenie i zaniemówiłam. Bieber przyparł jakąś dziwkę do ścianki i obmacywał. Cholera jasna. Zresztą co ja się przejmuję. My się tylko KUMPLUJEMY.
- O kurwa. - powiedziała Bella i wskazała palcem parę, w którą już dawno wlepiłam spojrzenie. Nawet nie skarciłam jej za słownictwo.
- No. - westchnęłam. Po tym jak mówił, że lubi spędzać ze mną czas, myślałam, że... STOP. Ja WCALE sobie nic nie myślałam. Jak już powiedziałam, my się kumplujemy. Wywróciłam oczami. Co się ze mną dzieje ? Wiadomo, często się wygłupiamy, spałam z nim w jednym łóżku, w którymi pewnie zaliczał jakieś laski. Skrzywiłam się na tę myśl. Pokręciłam szybko głową, starając się wyrzucić niepotrzebne myśli z mojej głowy.
- Jesteś zazdrosna ? - zapytała Johnson i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś ? Tylko się kolegujemy. - wybuchłam śmiechem. Ja ? Zazdrosna ? O niego ? No proszę was.
- O mój Boże, jesteś zazdrosna ! - wykrzyknęła podekscytowana.
- Nie jestem, matko. Mam kogoś innego na oku. - skłamałam.
- Kogo ?! - pisnęła.
- Tajemnica. - posłałam jej ogromny uśmiech. Musiałam wcisnąć jej ten kit, ponieważ inaczej by nie uwierzyła. Pociągnęłam ją w stronę ręczników. Położyłam się na brzuchu, a przyjaciółka na plecach. Popatrzyłam na przystojnych i umięśnionych chłopców przede mną. Gdy zauważyli, że się patrzę, posłali mi uśmiech, a ja się zarumieniłam i spuściłam głowę, przygryzając wargę. Podparłam się na rękach, a twarz ukryłam we włosach.
- Jak chcesz i tak się dowiem. - powiedziała pewnym siebie głosem. Chyba raczej się nie dowiesz, bo nikt mi się nie podoba. - powiedziałam w myślach. Naprawdę tak szybko to łyknęła i tak szybko poddała się z dociekaniem ? Przecież wcześniej odbyłyśmy na ten temat rozmowę. Dobra, zresztą nie ważne. Przynajmniej mam ją z głowy.
- Czemu nie ma tu Chaz'a ? Jeżeli coś pomiędzy wami jest, to chyba powinniście razem przebywać. - zmarszczyłam brwi.
- Nie możemy przez cały czas ze sobą siedzieć, bo potem się sobie znudzimy. - zachichotała na mój brak doświadczenia. Nie moja wina, że nigdy nie miałam chłopaka. No dobra, trochę moja, bo nikogo do siebie nie dopuszczam, ale jeszcze nie było takiej osoby, na której by mi jakoś zależało. To znaczy był Nate, ale on jest dla mnie jak brat. Na samą myśl o moim przyjacielu łzy zebrały mi się w kącikach oczu. Jedna zdążyła wypłynąć, zanim zamrugałam oczami. Że to wszystko musiało się tak potoczyć... Dlaczego nie powiedział mi o swojej matce ? Dlaczego niczego nie zauważyłam ? Jestem taka beznadziejna. Gdybym uważnie mu się przyjrzała, zobaczyłabym łzy w jego oczach.. Zobaczyłabym smutek malujący się od miesiąca na jego twarzy.. Zobaczyłabym blizny pokrywające ręce.. Ale ja nie zauważyłam nic. Byłam tak cholernie zajęta sobą i swoimi problemami. Otworzyłam oczy i przyuważyłam łzy cieknące bez mojego wpływu. Jestem taka do dupy. Taka beznadziejna. Jak dobrze, że wcześniej położyłam się twarzą do ziemi, bo teraz nikt nie widział łez płynących ciurkiem po mojej twarzy. To była po części moja wina. Nigdy więcej do tego nie dopuszczę. Muszę pilnować emocji Belly. Nie pozwolę jej zrobić czegoś, co może zostawić uszczerbek na jej zdrowiu. Czas postawić problemy innych na równi z moimi albo nawet powyżej.
- Wszystko w porządku ? - zapytała Johnson.
- W jak najlepszym. - odpowiedziałam, gdy się uspokoiłam. Wysiliłam się nawet na uśmiech. Nie ważne, że był udawany, nie chcę żeby się martwiła.
- Ktoś tu idzie. - szepnęła, a ja odwróciłam się za siebie. Na mojej twarzy malowało się już prawdziwe szczęście jak i zaskoczenie.
***
Cześć misiaczki!
Rozdział zakończony tajemniczo, ale to chyba dobrze.. 
Za dobrze im się układa nie sądzicie ?
Ale dam wam się jeszcze trochę nacieszyć ich szczęściem, później nie będzie tak kolorowo.
Do następnego !