niedziela, 29 maja 2016

`Rozdział 18

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM !
(OD AUTORKI: Zgubiłam się w dniach, więc naprawdę nie mam pojęcia jaki aktualnie jest dzień, więc uznajmy, że jest piątek i przepraszam za to niedopatrzenie)

- C-co ty tutaj robisz ? - zapytałam z łzami w oczach.
- Tęskniłaś ?
- I to jak ! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyje. Owinęłam nogi wokół jego bioder i chyba naraziłam na brak powietrza.
- Ej, udusisz mnie. - zachichotał, a ja uderzyłam go w klatkę piersiową. Łzy nadal ciekły ciurkiem po mojej twarzy. Jestem tak cholernie szczęśliwa.
- Już się tak nie mazgaj, cieniasie. - posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Wtuliłam się jeszcze raz w niego. Po chwili odsunęliśmy się od siebie. Rozejrzałam się dookoła, a na twarzach chłopaków malowało się zdezorientowanie.
- A no tak, nie przedstawiłam was. To jest Jake, mój brat, to znaczy kuzyn, ale jest jak brat. Jake to Chaz, Brad, Justin, Mike, Tom, Ryan, Dean,  Teresa, Jade i Lily. - powiedziałam. Nie miałam pojęcia co te dziewczyny tu robią, ale nie ważne.
- Miło mi was poznać. - odrzekł z ogromnym uśmiechem brunet, stojący koło mnie.
- Ciebie również. - mruknął Mike.
- Moment.. Skąd wiedziałeś, że tutaj jestem ? - zapytałam i zmrużyłam oczy.
- Pewien ptaszek mi wyćwierkał. - zachichotał.
- Nie wierzę, że zrobiłaś to za moimi plecami. - powiedziałam do Belly i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Oj, no nie gniewaj się. - westchnęła rozbawiona. Podeszłam do niej z groźnym wyrazem twarzy, ale zamiast zrobić jej coś bolesnego, uścisnęłam ją mocno.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuje ! - pisnęłam i pocałowałam ją w policzek. - Jesteś najlepsza. - jeszcze raz cholernie mocno ją uścisnęłam.
- Ej ! To mi powinnaś dziękować ! - krzyknął Jake. - Ja przyjechałem, nie ona. - tupnął nogą jak małe dziecko, a ja wybuchłam śmiechem, a inni zaraz do mnie dołączyli.
- Zazdrośnik. - wywróciłam rozbawiona oczami. - Poza tym tobie już dziękowałam. - zachichotałam. Boże, on naprawdę zachowuje się jak małe dziecko. DZIECKO ! No właśnie ! Obiecałam Jaxon'owi, że przyjdę w sobotę na jego mecz. Muszę koniecznie sprawdzić na internecie o której godzinie mam być na stadionie. Ale mam czas do jutra, więc bez stresu. Wiem, że nie znam Jaxo jakoś dobrze, ale zawsze dotrzymuje obietnicy.
- Może w końcu się czegoś napijemy ? - jęknął Justin, a reszta ochoczo pokiwała głową. Ja mam dość alkoholu na całe życie, więc chyba podziękuję.
- Wy sobie pijcie, ja idę na zjeżdżalnie ! - szybko pobiegłam w stronę czerwonej, dużej rury. Wiedziałam, że inaczej bym nie uniknęła spotkania z wódką ewentualnie piwem. Weszłam po schodach. Droga zajęła mi dobre 5 minut, ponieważ musiałam wejść na 4 piętro. Światełko nad zjeżdżalnią pikało na zielono, więc usiadłam i mocno się odepchnęłam. Położyłam się, nogi zgięłam pod kątem prostym i uniosłam lekko pupę, ponieważ chciałam jechać szybciej. Odwróciłam się do tyłu. Za mną byli Bieber, Jake, Bella i Lily. Pisnęłam z przerażenia i szybko podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Nienawidzę was ! - krzyknęłam, gdy wylądowaliśmy na dole w brodziku. - Czy wy jesteście normalni ?! Mogliśmy się zabić ! - gestykulowałam rękami, będąc nadal nieźle wkurzona.
- Przesadzasz. - zachichotała Bella. Czy oni naprawdę są tak bezmyślni ? Boże, daj mi siłę. Wywróciłam oczami na ich głupotę.
- Chyba jednak też się napiję. - westchnęłam.
- Wiedziałem ! - krzyknął podekscytowany Jake.
- Och, zamknij się. - walnęłam go żartobliwie w ramię. Podeszłam do Chaz'a i wzięłam od niego butelkę wódki. Nie miałam ochoty bawić się w drinki, więc od razu pociągnęłam dwa łyki. Skrzywiłam się, ale upiłam kolejne cztery. Na trzeźwo z nimi nie wytrzymam. - Od razu lepiej. - jęknęłam i oddałam mu procentowy napój. On tylko patrzył na mnie zszokowany.
- Cholera, wypiłaś nam pół butelki ! - krzyknął oskarżycielsko Tom.
- Ups ? - zachichotałam.
- Przecież nie chciałaś pić, a tu proszę ! Pół na raz poszło ! - burknął.
- Dobra, już nie marudź. Kiedyś ci oddam. - rozbawiona wywróciłam oczami.
- Kiedyś ? To znaczy kiedy ?
- No wiesz, za rok, dwa, góra nigdy. - pokazałam mu rząd moich zębów w uśmiechu. On pokręcił tylko zrezygnowany głową.
- Niech ci będzie. - wywrócił oczami.
- Braaaaad. - przeciągnęłam jego imię.
- Hm ? - zapytał, nadal patrząc w telefon.
- Puścisz muzyyykę ? - zrobiłam minę pieska. - Prooooszę.
- No dobra. - wymieniliśmy się ogromnymi uśmiechami. - Co chcesz ?
- Watch me ! - pisnęłam i podskoczyłam do góry.
- Okej. - zachichotał i włączył kawałek, o który prosiłam.
- Now watch me whip, watch me nae nae. Now watch me whip, whip, watch me nae nae. - zaśpiewałam i zatańczyłam układ, który był w teledysku. Reszta wybuchła śmiechem, a ja razem z nimi, ponieważ to co odstawiłam, musiało wyglądać naprawdę cholernie zabawnie.
- Ta piosenka jest taka do dupy. Po co mam pokazać bicz, a potem pokazać nae nae ? - burknął oburzony Justin.
- On opisuje jak to tańczyć, idioto. - zachichotałam i rozbawiona wywróciłam oczami.
- Żartujesz. - zdezorientowanie malowało mu się na twarzy.
- Mówię poważnie ! Dawaj ze mną ! - pisnęłam, gdy znowu był refren. Zaczęłam kolejny raz śpiewać, a inni się dołączyli i również tańczyli. W końcu potknęłam się o własne nogi i upadłam. Zaczęłam się śmiać na całe gardło, nie mogąc tego pohamować. Jake po chwili razem ze mną turlał się na ziemi. - KURWCZE SMAŻONE ! PRAWIE MI DUPE WIDAĆ ! - krzyknęłam i przestałam się śmiać. Popatrzyłam na siebie. Cycki prawie całkiem wysunęły mi się spod materiału, a z części stroju osłaniającej pupę zrobiły się stringi. Doprowadziłam się do porządku i wyciągnęłam trawę z włosów. Popatrzyłam groźnie na towarzystwo, które o mało co nie zsikało się w portki z tego śmiechu. - TERAZ JUŻ NIGDY WIECEJ ALKOOOH-HO-LUU ! - wybełkotałam. Duża ilość wódki, którą wypiłam, zaczęła dawać się we znaki.
- Nie pij więcej. - zachichotał Bieber, który najwyraźniej również bardzo dużo wypił.
- Ależe oco ci chhodzi ?- wymamrotałam. Zaczęło mi się kręcić w głowie, ale cholernie mi się to podoba. Polecam ten stan.
- O nic. - znowu zachichotał, a ja razem z nim.
***
Rozdział nie jest długi, ale po prostu nie miałam czasu. 
Wiem, że był teraz długi weekend, ale jechałam do rodziny, więc nie miałam jak pisać.
A TERAZ COŚ WAŻNEGO.
Posłuchajcie, jest was naprawdę jak dla mnie dość dużo, a nic nie komentujecie.
Wkurzały mnie autorki, które stosowały metodę: 'komentarze za rozdział', ale inaczej się nie da.
Więc na początek 1 komentarz=rozdział;) 
Buziak, do niedzieli albo do środy. 

1 komentarz:

  1. Zaczełam czytać tego bloga od nie dawna i myśle że jest zajebisty pisz dalej koleżanko!!!! ;-)

    OdpowiedzUsuń