niedziela, 22 maja 2016

`Rozdział 17

LICZĘ NA KOMENTARZ !

Przez to, że chłopcy cały czas na nas zerkają, jestem porządnie zestresowana. Widać aż tak bardzo siniaki ? A może wyglądam jak idiotka ? Wypuściłam ze świstem powietrze z ust i przygryzłam wargę. Jeszcze chwila i naprawdę wybuchnę z tego stresu. Poprawiłam sobie torbę, którą dała mi Bella przed samym wyjściem i zacisnęłam pięści.
- Cholera jasna, o co wam chodzi ? Wiem, że wyglądam źle, ale nie musicie mi o tym przypominać, gapiąc się na mnie przez cały czas. - warknęłam. Przysięgam, że starałam się opanować, lecz najzwyczajniej w świecie się nie dało. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a ja byłam jeszcze bardziej zdezorientowana i zdenerwowana. - Co znowu ? - burknęłam.
- Oj, mała, głupiutka Emma. - roztrzepał mi włosy Brad. - To że się patrzymy, nie oznacza nic złego, wręcz przeciwnie. - zachichotał, a reszta mu zawtórowała.
- Nienawidzę was. - mruknęłam i spaliłam buraka. Matko boska, jakie z nich zboczeńce. Ja się martwię, że wyglądam okropnie, a ci jeszcze mnie zawstydzają ! Przeklinałam ich i cały świat pod nosem.
- Koooochasz nas. - odezwał się z głupkowatym uniesieniem kącików ust w górę Justin, a ja miałam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z buzi. Pajac.
- Wcale że nie. Nienawidzę. - pokazałam mu język. Bardzo dojrzale. - powiedziała moja podświadomość. Och, spadaj. - odwarknęłam jej.
- Kooochasz. - odpowiedział. Wywróciłam rozbawiona oczami i weszłam do góry po marmurkowych schodkach, trzymając się połyskującej, srebrnej poręczy. Thommilson otworzył nam wszystkim szklane drzwi prowadzące do kasy. U ślicznej, brązowookiej brunetki, kupiliśmy bilety i wyszliśmy na zewnątrz. W słońcu rozłożyliśmy ręczniki i ściągnęliśmy buty. Chłopcy rozebrali się i poszli, a raczej wskoczyli do basenu. Ja i Bella rozebrałyśmy się do strojów kąpielowych. Ubrania złożyłyśmy i włożyłyśmy do mojej torby. Położyłyśmy się na swoich ręcznikach i opalałyśmy.
- Jak tam sprawy twoje i Chaz'a ? - zapytałam zaciekawiona i przygryzłam kawałek małego palca.
- Chyba dobrze. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i nasz związek rozkwita. - zagruchała.
- Poczekaj.. Zapytał się już ciebie, czy będziesz jego dziewczyną ?! I ja nic o tym nie wiem ?! - zapiszczałam, lecz z lekkim wyrzutem.
- Nie, to znaczy... Wiesz, uprawiamy seks, całujemy się, chodzimy za ręce, więc to chyba coś oznacza ? Boże, sama nie wiem co mam o tym myśleć. - westchnęła. - A ty i Brad ? Z tego co zauważyłam, dobrze się dogadujecie.
- Niby tak, ale traktuje go bardziej jako przyjaciela. - mruknęłam. - Poza tym nie jest  w moim typie. - dodałam po chwili.
- A kto jest ? - zapytała. - Bieber ? - posłała mi zadziorny uśmiech. Zastanowiłam się. Czy ja wiem... Jest przystojny i tak dalej, ale nie wiem, czy mogłabym być z nim w związku. Wydaje mi się, że raczej nie.
- Jakoś nie widzę nas razem. - wzruszyłam ramionami.
- Czyli jest w twoim typie ?! - wykrzyknęła, przez co otrzymała pare karcących spojrzeń.
- Nie, to znaczy... Ugh, nie wiem. - westchnęłam. - Lubię go i fajnie nam się gada, ale jako kolega-koleżanka. A nawet jeśli on byłby w moim, to ja nie jestem w jego. - zachichotałam.
- To chyba nie widzisz jak na ciebie patrzy. - szepnęła.
- On woli nieprzeciętne dziewczyny z niesamowitą figurą i urodą, a ja żadnej z tych cech nie posiadam, a nawet jeżeli już, to na pewno nie są niesamowite. - posłałam jej rozbawiony uśmiech, a ona tylko pokręciła głową. Spojrzałam na zegarek w moim telefonie. Opalałam się już na plecach przez 20 minut, więc przekręciłam się na brzuch, zapamiętując godzinę. Przymknęłam powieki, a dłonie leżały mi swobodnie po bokach. Zastanawiałam się nad tą moją rozmową z przyjaciółką. Nie wydaje mi się, żebym czuła coś do Justin'a, a on do mnie. W końcu jeszcze niedawno byliśmy wrogami, prawda ? Usłyszałam czyjeś szybkie kroki, ale nie zawracałam sobie nimi głowy. Momentalnie zimne i mokre cielsko przytuliło się do moich pleców.
- Co do... ?! - krzyknęłam. Popatrzyłam wrogo na winowajce. Cholerny Bieber. - Już nie żyjesz. - mruknęłam i pobiegłam za nim w stronę basenu. Jednym szybkim ruchem popchałam go do wody, lecz na moje nieszczęście złapał mnie za rękę i wpadłam razem z nim. - Teraz to już naprawdę cię nienawidzę. - warknęłam i odpłynęłam od niego. Położyłam się na plecach i powoli pływałam. Słońce ogrzewało moją twarz, przez co uśmiechnęłam się lekko. Było mi tak dobrze. Nie za gorąco, nie za zimno. Idealnie.
- Oj no, nie gniewaj się. - mruknął nad moją głową, przez co promienie słoneczne przestały świecić mi na buzię i powstał cień.
- Przesuń się. - odpowiedziałam i próbowałam przesunąć jego twarz, lecz na darmo. Jęknęłam z irytacją. - Nie jestem obrażona, więc możesz już iść. - wywróciłam oczami i zanurkowałam. Siedziałam chwilę na niebieskim, wyłożonym kafelkami dnie, aż w końcu się wynurzyłam i zaczerpnęłam powietrza. Czułam nadal jego obecność. Na początku byłam zdenerwowana, ale przyszedł mi do głowy pomysł. - Wyrzucisz mnie do góry na rękach ? - zapytałam robiąc słodką minkę.
- Okej. - powiedział z uśmiechem po chwili namysłu. Zrobił koszyczek z dłoni, a ja położyłam na nich jedną stopę, a ręce postawiłam mu na barkach. Na trzy wyrzucił mnie do góry, a ja odepchnęłam się od niego i wleciałam do wody. Wynurzyłam się z uśmiechem na twarzy.
- Jeszcze raz. - pisnęłam.
- Dobra, chodź tu. - zachichotał i ponowiliśmy tamtą czynność jeszcze kilka razy. Za ostatnim nie wypłynęłam, tylko płynąc najniżej jak się dało, dotknęłam go w nogę, a ten odskoczył wystraszony.
- Lamus. - wypłynęłam na powierzchnię i zaczęłam się śmiać.
- Chcesz żebym dostał zawału ? - zapytał rozbawiony.
- Ty to powiedziałeś, nie ja. - zachichotałam i uniosłam ręce w geście obronnym.
- O ty mała żmijo. - mruknął i zaczął mnie gonić po całym basenie. W ucieczce wpadałam na innych ludzi i ich przepraszałam, a oni przeklinali pod nosem. Wyszłam po czerwonych schodkach z wody i pobiegłam na ręcznik. Położyłam się i udałam, że śpię. Nie wiem co ma mi to dać, ale cichooo. - Ojejku, ktoś nam tu zasnął. - mruknął z udawanym zaskoczeniem. Uśmiechnęłam się, jak mam nadzieję, ledwo widocznie. Zaczął mnie łaskotać, a ja nie wytrzymałam i zaczęłam się wiercić i głośno śmiać.
- M-m-maaa-matko b-b-boska ! J-ju-justin ! P-prz-przestań ! - wykrzyknęłam.
- Jak przeprosisz. - powiedział roześmiany.
- N-nie m-ma mo-mooowy !
- Jesteś tego pewna ? - zapytał z przebiegłym uśmiechem. Kiwnęłam potwierdzająco głową. Wziął  mnie na ręce i kierował się w stronę basenu.
- DODBRA, PRZEPRASZAM ! - krzyknęłam.
- Widzisz ? Mogłaś tak od razu. - zachichotał i postawił mnie na ziemi.
- Dupek. - prychnęłam. Wywróciłam oczami i położyłam się obok Belly. Przytuliłam się do niej, ponieważ kropelki wody nadal spływały po moim ciele. Pisnęła i odskoczyła ode mnie na miarę swoich możliwości.
- Za co to ?! - krzyknęła oskarżycielsko.
- Nie pomogłaś mi. - mruknęłam z udawanym obruszeniem i skrzyżowałam ręce na piersi. Popatrzyła na mnie jak na idiotkę, a ja wybuchłam śmiechem. Jej mina była przezabawna. Zmrużyła gniewnie oczy.
- Nie prosiłaś o pomoc. - zachichotała.
- No wiesz ty co ? Następnym razem zacznę wydzierać się na cały głos, żebyś mi pomogła, bo w innym wypadku zabiję twoją matkę. - mruknęłam rozbawiona.
- Obawiam się, że osoby przebywające wokół nas, wezwałyby policję i nic nie wyszłoby z twojego nikczemnego planu. - posłała mi uśmiech.
- Och, spadaj. - pokazałam jej język.
- Tak Em, bardzo dojrzale. - rozbawiona wywróciła oczami.
- Nienawidzę cię. - westchnęłam.
- Kochasz mnie i bardzo dobrze o tym wiesz. - zachichotała.
- Ciiii, nie przy ludziach ! - krzyknęłam. - Nikt nie może wiedzieć o naszym związku, Poza tym Chaz byłby o ciebie zazdrosny. - zaśmiałyśmy się.
- No tak, zapomniałam.
- Jest popołudnie, a mi chce się spać. Co ze mną nie tak ? - ziewnęłam.
- Wiele rzeczy. - zachichotała, a ja popatrzyłam na nią groźnie.
- Dzięki. - prychnęłam.
- Och, nie obrażaj się, żartowałam ! - roześmiana wyrzuciła ręce w powietrze w geście obronnym. - Chyba przyda ci się mocna kawa.
- O taaaak. - jęknęłam na samą myśl.
- To co ? Idziemy ? - zapytała.
- Pewnie, że tak. - założyłam na ramiona narzutę i boso poszłyśmy z Johnson do stoiska z mrożoną kawą. Przyjaciółka zapłaciła za nasze pyszności z dodatkiem karmelu, a ja obiecałam, że pieniądze oddam jej u mnie w domu. Piłyśmy zimne napoje i powoli wracałyśmy, rozmawiając o głupotach. Usiadłyśmy na brzegu basenu i moczyłyśmy nogi. Odstawiłam pusty, plastikowy kubeczek obok mnie i podparłam się z tyłu na rękach. Przyglądałam się ludziom na basenie i zaniemówiłam. Bieber przyparł jakąś dziwkę do ścianki i obmacywał. Cholera jasna. Zresztą co ja się przejmuję. My się tylko KUMPLUJEMY.
- O kurwa. - powiedziała Bella i wskazała palcem parę, w którą już dawno wlepiłam spojrzenie. Nawet nie skarciłam jej za słownictwo.
- No. - westchnęłam. Po tym jak mówił, że lubi spędzać ze mną czas, myślałam, że... STOP. Ja WCALE sobie nic nie myślałam. Jak już powiedziałam, my się kumplujemy. Wywróciłam oczami. Co się ze mną dzieje ? Wiadomo, często się wygłupiamy, spałam z nim w jednym łóżku, w którymi pewnie zaliczał jakieś laski. Skrzywiłam się na tę myśl. Pokręciłam szybko głową, starając się wyrzucić niepotrzebne myśli z mojej głowy.
- Jesteś zazdrosna ? - zapytała Johnson i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś ? Tylko się kolegujemy. - wybuchłam śmiechem. Ja ? Zazdrosna ? O niego ? No proszę was.
- O mój Boże, jesteś zazdrosna ! - wykrzyknęła podekscytowana.
- Nie jestem, matko. Mam kogoś innego na oku. - skłamałam.
- Kogo ?! - pisnęła.
- Tajemnica. - posłałam jej ogromny uśmiech. Musiałam wcisnąć jej ten kit, ponieważ inaczej by nie uwierzyła. Pociągnęłam ją w stronę ręczników. Położyłam się na brzuchu, a przyjaciółka na plecach. Popatrzyłam na przystojnych i umięśnionych chłopców przede mną. Gdy zauważyli, że się patrzę, posłali mi uśmiech, a ja się zarumieniłam i spuściłam głowę, przygryzając wargę. Podparłam się na rękach, a twarz ukryłam we włosach.
- Jak chcesz i tak się dowiem. - powiedziała pewnym siebie głosem. Chyba raczej się nie dowiesz, bo nikt mi się nie podoba. - powiedziałam w myślach. Naprawdę tak szybko to łyknęła i tak szybko poddała się z dociekaniem ? Przecież wcześniej odbyłyśmy na ten temat rozmowę. Dobra, zresztą nie ważne. Przynajmniej mam ją z głowy.
- Czemu nie ma tu Chaz'a ? Jeżeli coś pomiędzy wami jest, to chyba powinniście razem przebywać. - zmarszczyłam brwi.
- Nie możemy przez cały czas ze sobą siedzieć, bo potem się sobie znudzimy. - zachichotała na mój brak doświadczenia. Nie moja wina, że nigdy nie miałam chłopaka. No dobra, trochę moja, bo nikogo do siebie nie dopuszczam, ale jeszcze nie było takiej osoby, na której by mi jakoś zależało. To znaczy był Nate, ale on jest dla mnie jak brat. Na samą myśl o moim przyjacielu łzy zebrały mi się w kącikach oczu. Jedna zdążyła wypłynąć, zanim zamrugałam oczami. Że to wszystko musiało się tak potoczyć... Dlaczego nie powiedział mi o swojej matce ? Dlaczego niczego nie zauważyłam ? Jestem taka beznadziejna. Gdybym uważnie mu się przyjrzała, zobaczyłabym łzy w jego oczach.. Zobaczyłabym smutek malujący się od miesiąca na jego twarzy.. Zobaczyłabym blizny pokrywające ręce.. Ale ja nie zauważyłam nic. Byłam tak cholernie zajęta sobą i swoimi problemami. Otworzyłam oczy i przyuważyłam łzy cieknące bez mojego wpływu. Jestem taka do dupy. Taka beznadziejna. Jak dobrze, że wcześniej położyłam się twarzą do ziemi, bo teraz nikt nie widział łez płynących ciurkiem po mojej twarzy. To była po części moja wina. Nigdy więcej do tego nie dopuszczę. Muszę pilnować emocji Belly. Nie pozwolę jej zrobić czegoś, co może zostawić uszczerbek na jej zdrowiu. Czas postawić problemy innych na równi z moimi albo nawet powyżej.
- Wszystko w porządku ? - zapytała Johnson.
- W jak najlepszym. - odpowiedziałam, gdy się uspokoiłam. Wysiliłam się nawet na uśmiech. Nie ważne, że był udawany, nie chcę żeby się martwiła.
- Ktoś tu idzie. - szepnęła, a ja odwróciłam się za siebie. Na mojej twarzy malowało się już prawdziwe szczęście jak i zaskoczenie.
***
Cześć misiaczki!
Rozdział zakończony tajemniczo, ale to chyba dobrze.. 
Za dobrze im się układa nie sądzicie ?
Ale dam wam się jeszcze trochę nacieszyć ich szczęściem, później nie będzie tak kolorowo.
Do następnego !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz