niedziela, 8 maja 2016

`Rozdział 15

SPRAWDZĘ ROZDZIAŁ JUTRO :)

- No więc, co to będzie ?
- Powiem tylko tyle, że sensacyjny. - rozbrzmiał rozbawiony głos w słuchawce.
- O której się spotykamy i gdzie ? - zapytałam Bieber'a.
- Film jest o 18, czyli za godzinę. Co ty na to, że pod ciebie podjadę za 40 minut ?
- Niech będzie, do potem. - powiedziałam i rozłączyłam się. Miło z jego strony, że chce mnie podwieźć. Wstałam z łóżka i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie płatki owsiane z mlekiem i malinami. Usiadłam na kanapie w salonie i włączyłam telewizor. Przykryłam sobie nogi brązowym kocem i położyłam na nich miskę z jedzeniem. Skakałam po kanałach, aż wreszcie odnalazłam comedy central. Leciały właśnie powtórki 'Przyjaciół', więc z radością dałam się porwać serialowi.
~~~
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 17:35. Wstałam z sofy, wzięłam miskę i umyłam ją, a później postawiłam na suszarce do naczyń. Przemyłam ręce i wytarłam je w białej ściereczce w fioletowe kwiatki. Wyłączyłam telewizor i ubrałam buty. Wzięłam telefon i akurat rozbrzmiał dzwonek. Przewiązałam sobie czarną wiatrową kurtkę i pokonałam dzielącą nas przestrzeń i przytuliłam go na powitanie.
- Cześć, Justin.
- Siema. - odpowiedział i posłał mi nieśmiały uśmiech. Zamknęłam drzwi na klucz i podążyłam za nim do jego auta. - O co znowu posprzeczałaś się z Bellą ? Wyglądałaś jakbyś miała ją zabić. - zachichotał, lecz mi nie było do śmiechu. Nie mogłam mu powiedzieć, że o nasze relacje, więc odpowiedziałam wymijająco:
- O głupoty, jak zawsze zresztą. - wymusiłam uśmiech. Otworzyłam drzwiczki od strony pasażera, lecz to miejsce zajmowała pieprzona Rachel. Co ona tu do cholery robi ? - Wiesz co, ja chyba jednak pojadę autobusem. - odwróciłam się na pięcie i ruszyłam szybkim krokiem na przystanek.
- Em, poczekaj ! - podbiegł do mnie Bieber i złapał za ramię. Syknęłam niekontrolowanie z bólu. Nadal miałam tam ledwo widocznego siniaka, który niestety nadal sprawiał mi wiele cierpienia. Wyszarpnęłam mu się, mrugając energicznie i pozbywając się zamglonej widoczności.
- Czego ? - warknęłam. Byłam naprawdę zła, smutna i obolała. Rozmasowałam leciutko ramię.
- Co ci się stało ? - zapytał ze zmartwionym wyrazem twarzy, a ja miałam ochotę się roześmiać. Jaka ja byłam głupia. On jest z Rachel, więc to jasne, że weźmie ją do kina, żeby mogli się obściskiwać. Jeszcze ta jego udawana troska. Prychnęłam pod nosem.
- Nic. - wzruszyłam ramionami i naciągnęłam jeszcze bardziej sweter.
- Pokaż. - powiedział stanowczym tonem.
- Nie, bo nic tam nie mam. - warknęłam. Złapał w rękę skrawek wełnianego nakrycia, a ja odciągnęłam jego dłoń. - Nie. Dotykaj. Mnie. - syknęłam
- Dobrze, ale chodź to auta. - westchnął.
- Nie będę jechała z tą dziwką. - wskazałam palcem na dziewczynę, która właśnie wysiadła z samochodu.
- Nie nazywaj jej tak. - warknął.
- Bo co ? Hm ? Mówię, jaka jest prawda. - posłałam mu fałszywy uśmiech. - Wiesz co, Bieber ? Pierdol się. Najlepiej z tą zdzirą. - wzruszyłam ramionami i poszłam w stronę parku. Nie przybiegł już za mną. Nie chciał, żebym z nim jechała. Zrobiło mi się trochę smutno z tego powodu, ale to szybko przemieniło się w gniew. Przeszłam przez pasy i na myśl o tej dwójce, która o mało co nie uprawia seksu na sali kinowej wywołała u mnie obrzydzenie i szybko wyrzuciłam tą myśl z głowy. Położyłam się na trawie i spoglądałam w niebo i korony drzew. Świat jest taki piękny, więc dlaczego ludzie tak bardzo go niszczą i siebie nawzajem ? To wszystko jest bez sensu. Westchnęłam cicho i zamknęłam oczy. Albo zaczęło się ściemniać albo ktoś nade mną stał, ponieważ słońce nie świeciło mi już tak na powieki. Popatrzyłam na małego blondaska, który wlepiał we mnie swoje duże, niebieskie oczka z ogromnym zainteresowaniem.
- Dlaczego jesteś tu sama ? Mama mówi że ludzie, gdy są sami, są smutni. Jesteś smutna ? - zapytał cichutkim głosikiem, a ja podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Kolega zostawił mnie dla swojej dziewczyny, ponieważ trochę źle o niej powiedziałam, a inni poszli do kina. Wiesz, twoja mama jest bardzo mądra, bo gdy jest się samym, naprawdę robi się smutno. - odpowiedziałam nieśmiało i posłałam mu mały uśmiech.
- Ja nigdy nie jestem sam, więc nigdy nie jestem smutny. Lubisz patrzeć w niebo ?
- Bardzo, a ty lubisz ? - roztrzepałam mu włoski na głowie.
- Nie, bo to nudne. - mruknął i usiadł obok mnie, a ja odchyliłam głowę do tyłu i znowu spoglądałam do góry. - Dlaczego w nie patrzysz ?
- Bo dzięki niemu mogę spokojnie pomyśleć, wiesz ? Poza tym jest takie bardzo spokojne, przez co ja też robię się spokojna. Jest coś takiego co cię uspokaja ?
- Moje pluszaki ! Są świetne ! A jak się nazywas ?
- Emma, a ty maluszku ? - uśmiechnęłam się do niego radośnie, a on to odwzajemnił.
- Jaxon. Przyjdziesz na mój mecz ? Gram w sobotę na tym takim dużym stadionie ! O 16 !
- Pewnie, że przyjdę !
- Emma ?
- Słucham.
- Będziesz moją przyjaciółką ? Jeszcze nigdy nie miałem przyjaciela.
- Pewnie Jaxo. Jestem pewna, że wygracie ten mecz ! - zachichotałam.
- To super, że tak myślisz. Ale koledzy będą mi zazdrościć takiej fajnej przyjaciółki ! - uśmiechnął się szeroko, a mi na ten widok kąciki ust same powędrowały do góry.
- Jaxon, szukałam cię po całym parku ! Chodź tu urwisie. - zawołała najprawdopodobniej mama malucha. Wyglądała bardzo młodo, na jakieś trzydzieści parę lat. - Chyba nie zawracałeś pani głowy ? - to pytanie pokierowała chyba bardziej do mnie.
- Nie, nie. Ma pani wspaniałego syna. - posłałam jej nieśmiały uśmiech, a ona go odwzajemniła.
- Dziękuję, ale za to jaki z niego agent. Lata po parku tak szybko, że znika mi z oczu, a potem muszę go szukać. - zachichotała. - Chodź Jaxo, idziemy. - wzięła go za rękę i poprowadziła.
- Papa Emmo ! Pamiętaj o moim meczu ! - zawołał i znowu uciekł mamie. Świetny z niego chłopczyk i chyba kogoś mi przypomina, ale nie jestem tego pewna. Wyrzuciłam z głowy wszystkie myśli i znowu położyłam się na ziemi, pokrytej zieloną trawą i wlepiłam wzrok w niebo. Ten malec naprawdę bardzo poprawił mi humor. Dzieci mają do tego smykałkę. Powiedzą coś głupiego albo wykrzywią buzię, a nam od razu robi się ciepło na sercu.
~~~
Brzdęk pochodzący z mojego telefonu i powiadamiający o dostanej wiadomości, cholernie mnie wystraszył. Wzdrygnęłam się, o mało co nie spadając z krzesła i przeklnęłam pod nosem. Wzięłam do ręki urządzenie i włączyłam środkowym, największym przyciskiem. Weszłam w 'Menu' i odszukałam pomarańczową kopertę następnie na nią naciskając. 
Wiadomość od: Przystojniak Chaz

Super, pewnie dorwał się do mojego telefonu i zmienił nazwę.

Margmer, jeszcze dziś skopię ci dupę.

Wiadomość do: Przystojniak Chaz

A ja tobie. Tak właściwie to za co ?

Wiadomość od: Przystojniak Chaz

Nie przyszłaś do kina ! W wyrazie rekompensaty idziemy na koncert ! Będę za 10 minut pod twoim domem.

Wiadomość do: Przystojniak Chaz

Będzie Rachel i Bieber ? Jeżeli tak, to nawet na to nie licz.

Na moją twarz znowu wstąpił gniew. Głupi pajac i tępa zdzira. No cóż, pasują do siebie/

Wiadomość od: Przystojniak Chaz

Nie będzie ich, maleńka. Do zobaczenia zaraz.

Okej, idę na koncert o 22 w nocy, jutro zapewne będę nieżywa, ale co mi tam. Podeszłam do szafy i przeglądałam rzeczy. W końcu zdecydowałam się na krótkie spodenki, czarne rajstopy, czerwoną i w paru miejscach przeciętą koszulkę i ,,skórzaną" kurtkę. Ściągnęłam z siebie dres i założyłam wyciągnięte przez chwilą ubrania. Weszłam do łazienki, gdzie pomalowałam sobie rzęsy tuszem i usta krwistoczerwoną szminką. Rozczesałam włosy i pozostawiłam je rozpuszczone. Idę na koncert, więc muszę się trochę odważniej ubrać, prawda ? Zresztą nie ważne. Spryskałam się moimi ulubionymi perfumami. Ojca dzisiaj nie będzie w domu, bo pojechał na ważne spotkanie biznesowe. Wzięłam telefon i zeszłam na dół. Na komodzie leżały miętowe gumy, więc wzięłam sobie dwie i wsadziłam do buzi. Nałożyłam na stopy trampki i pogasiłam wszędzie światła. Zapięłam sobie przez pas nerkę, która wisiała na jednym z haczyków. Wsadziłam do niej portfel, moją cegłę i na wszelki wypadek dowód. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz, następnie wsadzając go do mojej małej torebki. Usiadłam na schodkach i czekałam na Chaza, który miał pojawić się za jakieś jeszcze 2 minuty. Słychać było głośną muzykę, więc zapewne jego auto już się zbliżało. Niestety się przeliczyłam i to nie był Thomillson. Minęły mnie jeszcze jakieś 4 samochody, aż wreszcie na podjazd wjechało czarne BMW. Wstałam z zimnych schodów i ruszyłam do auta. Widziałam, ze z przodu siedzi Bella, więc otworzyłam sobie tylne drzwiczki. Wsiadłam na siedzenie i zapięłam pas.
- Witam moje gołąbeczki ! - wrzasnęłam, chcąc przekrzyczeć muzykę. Pocałowałam każde z nich w policzek i znowu wtopiłam się w mój fotel. 
- Skarbieeee !
- Cooooo ?! - zapytałam.
- Chcesz trochę ?! - uniosła do góry rękę, w której trzymała najprawdopodobniej wódkę z colą. Wzięłam do dłoni butelkę i pociągnęłam spory łyk. Muszę przyznać, że cokolwiek to było, jest bardzo dobre, ale piecze lekko w gardło. Piłyśmy na zmianę z Johnson, aż wreszcie napój się skończył.
- Szkoda, dobre było. - mruknęłam i wytarł sobie usta.
- Od kiedy tak się ubierasz ? - zapytała i przejechała wzrokiem po moim stroju. 
- Kiedy mi się chce. - zachichotałam. Czułam, że alkohol, który w siebie wlałam, dawał o sobie znać. Z każdą minutą czułam się coraz lżejsza i weselsza. Podoba mi się ten stan. Byliśmy na pewno już bardzo blisko imprezy, ponieważ słyszałam wyraźnie muzykę. Chaz zaparkował auto, a my wysiadłyśmy lekko się chwiejąc. Zaśmiałyśmy się i całą trójką  stanęliśmy w kolejce. Zobaczyłam Justin i Rachel zbliżają się w naszą stronę. Krew momentalnie zagotowała się w moich żyłach i popatrzyłam na Thomillsona z mordem w oczach.
- Nienawidzę cię ! Ale z ciebie dupek ! - krzyknęłam i walnęłam go w ramię.
- O co ci chodzi ? - zapytał zdezorientowany.
- Mówiłeś, że nie będzie tej zdziry i Biebera ! - warknęłam. - Wale to. - prychnęłam i przepychałam się na przodek kolejki. Czy na tym świecie nie ma osoby, która byłaby w stu procentach okej ? Zgięłam ręce w pięści i wbiłam paznokcie w środek dłoni. Gdy wmieszałam się w tłum tak, aby mnie nie znaleźli stanęłam przed grupką chłopaków, którzy byli tak pochłonięci rozmową i przeklinaniem, że nie zauważyli, że wepchałam im się w kolejkę. 
- Jeden bilet poproszę. - uśmiechnęłam się słodko do napakowanego i dość przystojnego mężczyzny. 
- Tak piękna kobieta nie musi płacić. - puścił mi oczko i podał bilet, a moje policzki przybrały różowy kolor. Podziękowałam mu i weszłam do środka klubu, w którym odbywał się koncert. Podeszłam do baru, gdzie zamówiłam sobie drinka i trochę się przepychając, dotarłam pod samą scenę. Kiwałam głową do rytmu i wsłuchiwałam się w cudowny głos piosenkarza. Miałam wrażenie, że patrzy się na mnie, ale w tym stanie wszystko może mi się wydawać.
- 1, 2, 1, 2, 3, 4. - zabrzmiał kolejny kawałek. - Give me more lovin' than I've ever had. Make it all better when I'm feelin' sad. Tell me that I'm special even when I know I'm not. ( Dajesz mi więcej miłości niż kiedykolwiek miałem. Sprawiasz, że wszystko jest lepsze, kiedy jestem smutny. Mówisz mi, że jestem wyjątkowy, nawet kiedy wiem, że nie jestem. ) - rozbrzmiał znowu ten anielski głos z ust tego przystojnego wokalisty. - Make me feel good when I hurt so bad. Barely gettin' mad, I'm so glad I found you. I love bein' around you. You make it easy, it's as easy as 1, 2, 1, 2, 3, 4. ( Sprawiasz że czuję się lepiej kiedy tak cierpię. Tylko coraz bardziej szaleję. Jestem taki szczęśliwy że Cię znalazłem. Kocham być wokół Ciebie. Sprawiasz że to jest łatwe, Tak łatwe jak 1,2 1,2,3,4 ). - zagrali jeszcze kilka kawałków, a później oznajmili, że to już koniec. Wyszłam z tłumu i usiadłam przy barze. Zamówiłam kolejnego drinka. 
- Cześć, maleńka. - mruknął za mną ten sam aksamitny głos, który rozbrzmiewał na scenie. 
- Cześć. - odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu uśmiech. 
- Jace. - podał mi rękę.
- Emma. - uścisnęłam jego dłoń, a potem upiłam trochę drinka.
- Jak podobał ci się koncert ? - zapytał z głupkowatym uśmiechem i sączył piwo ze szklanki.
- Był świetny, ale wokalista jeszcze lepszy. - zachichotałam.
- Bardzo mi miło. - mruknął i położył rękę na moim udzie. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało, jednak czułam lekki dyskomfort. - Może pójdziemy do mnie ? - zapytał, a ja miałam szok wypisany na twarzy, Ten to ma tupet. 
- A może nie ? - zapytałam i strąciłam jego dłoń.
- Męski ?
- Nie chcę cię rozczarować, ale nie masz co liczyć na szybki numerek, pajacu. - prychnęłam i wstałam z krzesła lekko się chwiejąc. Zmierzałam ku wyjściu, ale ten złapał mnie za nadgarstek.
- Och, czyżby ? - zapytał z uśmiechem, a ja zaczęłam się bać. 
- Puść mnie, frajerze. - warknęłam. Pociągnął mnie w stronę toalet, a ja z całych sił zapierałam się nogami. - Zostaw mnie ! - krzyknęłam. 
- Jakiś problem ? - podszedł Bieber i popchnął Jace tak, że poleciał na ścianę. 
- Spierdalaj, skurwysynie. 
- Jeszcze jedno słowo, a ci przypierdolę. - warknął i znowu go popchnął. Piosenkarz uderzył go pięścią w twarz, a Justin rzucił się na niego i położył na ziemi. Przypominało mi to atak ojca na mnie. Okładał go, a ja pisnęłam. Łzy napłynęły mi do oczu. Naprawdę cholernie się bałam. 
- Zostaw go! - krzyknęłam. Nie reagował, więc złapałam go za ramię i odciągnęłam od (7) zakrwawionego chłopaka. Słone krople same płynęły mi po twarzy, a ja nie mogłam nic zrobić. Wyprowadziłam go z klubu i uderzyłam w tył głowy.
- Zwariowałeś ?! Chciałeś go zabić ?! - wykrzyknęłam.
- A co by było jak by cię zgwałcił, hm ? Pomyślałaś o tym ? - warknął. Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno, a po chwili wybuchłam płaczem. Jestem taka słaba. - Nie płacz. - westchnął i przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i poczułam się naprawdę bezpiecznie. - Przepraszam. - mruknął i odgarnął mi kosmyk włosów z twarzy.
- Okej. - odsunęłam się od niego i przetarłam twarz dłońmi. - Piłeś coś ? - zapytałam cicho i pociągnęłam nosem.
- Nie, a co ? - odpowiedział.
- Odwieziesz mnie do domu ?
- Pewnie, chodź. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu. Uchylił drzwi od strony pasażera, a ja wgramoliłam się na siedzenie. Włączył silnik i ogrzewanie. Wyjechał na ulicę, a ja oparłam głowę o szybę i przymknęłam powieki. W końcu odpłynęłam do krainy Morfeusza. 
~~~
Przewróciłam się na drugi bok i uderzyłam ręką w jakieś ciało. Szybko otworzyłam przerażona oczy i zajrzałam pod kołdrę, którą byłam przykryta. Na szczęście miałam wszystkie ubrania na sobie. Spojrzałam teraz na osobę leżącą obok mnie. Bieber spał twarzą do mnie. Muszę przyznać, że wyglądał naprawdę bardzo słodko. Patrzyłam tak na niego przez jakieś pięć minut, a potem otworzył oczy, a ja szybko odwróciłam wzrok.
- Wiem, że patrzyłaś. - uśmiechnął się zadziornie i przetarł twarz dłońmi. - Pamiętasz coś z wczoraj ? - zapytał i zachichotał.
- Ciszej do cholery. - jęknęłam i rozmasowałam skronie. - Skrawki. - szepnęłam. Przypatrzyłam się jego twarzy i odkryłam, że ma rozciętą wargę. - Skąd to ? - zapytałam i dotknęłam rany. Mój Boże, on ma takie miękkie usta. Zabrałam szybko palec i wsadziłam rękę pod kołdrę.
- A więc tego nie pamiętasz ? Stanąłem w twojej obronie. - zachichotał cicho. 
- Dlaczego ?
- Co chcesz na śniadanie ? - szybko zmienił temat.
***
Hej, hej. 
Nadrobiłam tamten rozdział, proszę o brawa ! 
Może zaczniecie coś komentować ? Buśka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz