Nieudolnie przez całe popołudnie próbowałam coś sobie przypomnieć. Jedyne wspomnienia to pocałunek z Butlerem, picie i taniec z Bellą, Ryan'em i Chaz'em. No cóż, chyba już sobie nie przypomnę. Wybierałyśmy się dzisiaj z Johnson wieczorem do parku na festiwal. Podobno miały być zespoły rockowe i hip-hop'owe, więc musiałyśmy tam być, ze względu na lubienie tej muzyki. No dobra, głównym powodem było mini wesołe miasteczko, które swoją drogą zawierało świetne atrakcje. Jeszcze nigdy nie jechałam diabelskim młynem i wreszcie będę miała okazję!
- Hm hm hm... Co powiesz na sukienkę ? - zapytała przyjaciółka. - Na dworze jest cholernie gorąco. - dodała.
- Okej. - posłałam jej mały uśmiech. - Tylko która ?
- Może ta. - wskazała palcem czarną sukienkę z krótkim rękawem. Była wycięta w serek ze złotym łańcuchem i ściągaczem w okolicy bioder. Wyglądała na dość zwiewną.
- Jest cudowna. - mruknęłam i wzięłam od niej ubranie. Ściągnęłam z siebie dres, a na jego miejsce założyłam rzecz, trzymaną w ręku. Teraz mogłam zobaczyć jak wygląda na kimś. Była dość luźna, ale przez wycięty dekolt było mi widać dużą część piersi. Dzięki temu że siniaki nie są już widoczne, miałam jedynie na oczach kreski, wytuszowane rzęsy i bordową szminkę. Muszę przyznać, że bardzo mi pasowała. Przed lusterkiem upięłam wsuwkami przednie pasma moich włosów, które zostały w swojej naturalnej postaci, a nie wyprostowane. Usiadłam na skraju łóżka i przymknęłam powieki. Położyłam się plecami i głową na materacu, gdyż byłam zbyt leniwa żeby się podnieść i położyć cała. W tym momencie nigdzie nie chciało mi się iść. Jedyne na co miałam ochotę to pozostać na miejscu i spać, ale tym pomysłem zdenerwowałabym tylko Isabelle i bez względu na wszystko i tak musiałabym iść, także byłoby to bez sensu. Na festiwalu spotkam zapewne duża część szkoły, więc mam nadzieję, że wczoraj się nie skompromitowałam. Wiecie, raczej nie zniosłabym wytykania palcami i śmiechów. A co jeśli odwaliłam jakiś striptiz ? O mój boże. Mam ochotę się zabić za wypicie takiej ilości.
- Dobra, możemy iść. - powiedziała Johnson. Popatrzyłam na nią. Miała na sobie zwiewną sukienkę w kwiatki i rozpuszczone włosy. Biały, szary i czarny cień oraz kreska cudownie zdobiły jej oczy, a usta pomalowane jasnoróżową pomadką dodawały uroku całemu strojowi i dziewczynie. Szminka była delikatną i naturalną. Pasował jej taki kolor, ale w ciemnych wyglądała równie dobrze. Zeszłyśmy po schodach i ruszyłyśmy do drzwi wejściowych.
- Ubieram force, żadnych szpilek. - odrzekłam stanowczo i założyłam na stopy wcześniej wspomniane czarne adidasy. Sama na nie zarobiłam, bo cóż, nikt inny by mi ich nie kupił. Roznosiłam codziennie ulotki przez 2 miesiące, ale opłacało się. Jestem z nich naprawdę bardzo zadowolona. Wyszłyśmy z domu. Gdy nic nie jechało przeszłyśmy przez pasy. Weszłyśmy do parku, ponieważ tędy była najszybsza droga pieszo do Rollden Republic. Złapałyśmy się pod rękę i spokojnie mijałyśmy ławki, drzewa i krzewy, pogrążone we własnych myślach. Było mi przykro, gdyż ojciec ani razu do mnie nie zadzwonił, jakby się nie martwił i jakby nie obchodziło go moje zachowanie. Dlaczego nie przeprosi ? Dlaczego nie chce żeby było dobrze ? Żebyśmy byli szczęśliwą rodziną ? Moich pytań do niego jest więcej... Może jeszcze jakichś się dowiecie, a może zabiorę je ze sobą do grobu. Ciężka decyzja no, powiedzmy.Wzięłam głęboki oddech i odtrąciłam od siebie wszystkie złe myśli oraz skupiłam na tej pięknej przyrodzie. Mijałyśmy wiele szczęśliwych par, które albo siedziały przytulone na ławce albo przechodziły obok nas z ogromnymi uśmiechami, trzymając się za ręce. Tak właśnie działa miłość. Daje nam szczęście, pomimo kłótni nadal jesteśmy radośni, ponieważ jest z nami ważna osoba. Ja jeszcze nie poznałam tego uczucia, ale wnioskuje z opowieści i filmów.
- I hate everything about you, why i love you ? - zaśpiewał jeden z wokalistów Three Days Grace. Bardzo lubiłam ich zespół i ogromnie się cieszę, że są na dzisiejszym festiwalu. Przeszłyśmy pomiędzy stoiskami, gdyż to jedyna droga do miasteczka. Cały czas bardzo dobrze było słychać artystów, którzy grali na scenie i mam nadzieję, że będzie również na atrakcji, do której zmierzamy.
- I my worlds collide, something inside me is gone, still i keep going it. I my mind oceans divide, i don't know, where i beolong, but still i keep holding on and on. ( W moim umyśle światy się zderzają , coś wewnątrz mnie zginęło, lecz wciąż idę do przodu. W moim umyśle oceany się rozstępują, nie wiem, gdzie jest moje miejsce, ale wciąż jakoś się trzymam ). - rozbrzmiała mi w uszach kolejna piosenka. Kurcze, tak idealnie mnie opisuje. - I get by in a world with no conscience, by shutting it out and being anonymous. And the problem is you’re just like me. We get by in a world with no conscience, by shutting it out and being anonymous. (Jest mi obojętny ten świat bez sumienia, bo odcinam się i staje się anonimowy. Problem w tym, że jesteś dokładnie taki, jak ja. Jest nam obojętny ten świat bez sumienia, bo odcinamy się i stajemy się anonimowi). - kolejna zwrotka przeleciała przez usta wokalisty i ponownie pokazuje moja sytuację. Jestem obojętna na świat, lecz nie na ludzi. Staram się pozostać w cieniu, aby nikt mnie nie zauważał. Nigdy nie chciałam, nie chce i nie będę chciała być w centrum zainteresowania. To takie stresujące.. Musisz uważać na słowa i czyny, bo każdy zwraca na ciebie uwagę. Przez to przestajemy być sobą i tworzymy innego człowieka, który przed innymi jest idealny, a prawda jest zupełnie inna.
- To co pierwsze ? Kolejka ? - zapytała podekscytowanym głosem przyjaciółka, wyrywając mnie kolejny raz z zamyślenia. Kiwnęłam potwierdzająco głową i wymusiłam uśmiech. Przepychałyśmy się przez tłum ludzi, aż wreszcie znalazłyśmy kolejkę przy naszej atrakcji, która swoją drogą poruszała się bardzo wolno i zapewne będziemy czekać co najmniej 15 minut.
- O proszę, kogo moje oczy widzą. - usłyszałam radosny głos Ryan'a za mną. Odwróciłam głowę i posłałam trójce chłopakom jako taki uśmiech.
- Cześć. - powiedziałam.
- Nogi nie bolą po wywijaniu tyłkiem ? - zapytał Bieber z zarozumiałym uśmieszkiem. - Ciesz się, że cię złapałem, gdy spadałaś z tego stołu. - zachichotał. Popatrzyłam na niego lekko zdezorientowana. Co ja do cholery robiłam na stole ? - Może następnym razem nasz taniec będzie lepszy. - poruszył sugestywnie brwiami, a ja pokazałam mu środkowego palca i odwróciłam . Nie chciałam słuchać jego głupich i wymyślonych historyjek o wczorajszej imprezie. Ja się tak nigdy nie zachowuje, nawet pod wpływem, na pewno. Nawet jeśli nie widziałam wczoraj samej siebie, jestem pewna, że nie jestem zdolna do takich rzeczy. Wzdychnęłam z frustracją. Byłyśmy już przy kasie, więc poprosiłam o dwa bilety. Pani mi je podała i wsiadłyśmy z Isabellą do wagonika.
- Chyba sobie coś przypomniałam. - szepnęła mi do ucha.
- Co ?
- Pamiętam, że tańczyłyśmy na stole, ty z niego spadłaś i Justin cię złapał i w zamian miałaś z nim zatańczyć, a ja... O mój boże. Przespałam się z cholernym Chaz'em. Zastrzel mnie albo cokolwiek innego, proszę. - mruknęła. Aktualnie biłam sobie sarkastyczne brawo w myślach. Jaka ja jestem głupia, o matulu. Po prostu brak słów. Za nami niestety siedziało trzech chłopaków, których mam dość. Kolejka ruszyła w górę. Momentalnie i cholernie szybko polecieliśmy w dół. Z moich i innych dziewczyn warg wydobył się krzyk. Oddychaj idiotko. Nie wypadniemy z toru, dojedziemy spokojnie na miejsce z tą zawrotną prędkością. Zedrę sobie gardło przez te krzyki, tyle że to jest straszne. Mam dość takich kolejek, DOŚĆ. Ale w sumie lubię taki dreszczyk emocji. Już się nie bałam, wręcz przeciwnie.. Cieszyłam jak małe dziecko.
~~~
- Cześć Justin, co tutaj robisz ? - zapytałam. Stał przede mną cały mokry przez deszcz.
- Mogę wejść ? - posłał mi zniewalający uśmiech, przez który ugięły się pode mną kolana.
- Pewnie. - mojego ojca nie było w domu, dlatego nie widziałam przeszkód. Zaciągnęłam tylko trochę niżej spodenki i zamknęłam za nim drzwi. Niespodziewanie naparł na mnie swoimi ustami. Rozważałam opcję 'odepchnij go' i 'odwzajemnij', więc wybrałam dwójkę. Oddałam pocałunek z taką samą namiętnością. Położyłam ręce na jego szyję, a palce wplątałam we włosy. Ciągnęłam lekko za ich końcówki. Mruknął mi w usta i uniósł do góry. Owinęłam nogi wokół jego bioder, a on przygwoździł mnie do ściany.
- Justin. - sapnęłam.
- Słucham, skarbie.
- Już nic. - odpowiedziałam i pocałowałam go kolejny raz. Cały czas mnie podtrzymywał mnie z rękami na moich pośladkach, żebym nie spadła. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o dostęp, który życzliwie mu udzieliłam. Coś zaczęło potrząsać mnie w ramię, a ja momentalnie się obudziłam. Co to miało być do cholery ? Śniłam o pocałunku z Bieberem ? Nie, to się nie działo.
- Wstawaj i chodź na kolację. - zachichotała Bella.
- Już wstaje. - mruknęłam zaspana i przetarłam zmęczone oczy. Zaszłyśmy na dół i zasiadłyśmy do stołu. Na talerzach widniały dwie kanapki z pomidorem i ogórkiem oraz dwie parówki. Pysznie.
- No więc co robiłaś z Justinem ?
- O co ci chodzi ? - zapytałam zdezorientowana.
- Och, już nie pamiętasz swojego snu ? - zapytała z zadziornym uśmieszkiem, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
***
Siemanko!
Rozdział trochę krótszy, ale no cóż, brak czasu,
Przepraszam za wszelkie niedociągnięcia, ale nawet dokładne go nie sprawdziłam.
Jakieś ewentualne poprawki wprowadzę jutro, bo dzisiaj raczej i tak nikt nie przeczyta.
KOMENTUJCIE, BO TO DAJE MOTYWACJE!
BUZIAKI DO NEXT !
Supeer! Czekam na next! Weny,życzę!
OdpowiedzUsuń